Sport.pl

Rok 2015 w wykonaniu Lotosu Trefla oczami Marco Falaschiego. "Incredibile!" [PODSUMOWANIE]

Rok marzeń. Spełnienie największych snów. Pisanie nowej, nigdy z pewnością niezapomnianej historii klubu. Lotos Trefl to zdecydowanie drużyna roku nie tylko w Gdańsku - jak została wybrana na XIII Gdańskiej Gali Sportu - ale również w całym Pomorzu.
Konia z rzędem temu, kto w styczniu potrafił przewidzieć, że ta drużyna w grudniu będzie święcić same sukcesy, a rok 2015 wpiszę się w annałach klubu jako ten najlepszy. I że jesteśmy świadkami tworzenia się tej niezapomnianej historii...

- To był zdecydowanie udany rok, najlepszy jaki mogliśmy sobie wymarzyć. Zajęliśmy drugie miejsce w lidze, czego nikt od nas nie oczekiwał i nikt kompletnie się nie spodziewał. Kiedy ten rok się zaczynał, pewnie mało kto o tym w ogóle myślał, a jednak my tego dokonaliśmy. Incredibile! - mówi rozpromieniony rozgrywający Lotosu Trefla Marco Falaschi.

Włoski zbawiciel z klasą

Z lampką szampana i przy pokazie fajerwerków siatkarze Lotosu Trefla przywitali rok 2015. W bardzo dobrych zresztą humorach. Życzenia pewnie były śmiałe, ale każdy w głowie miał lekki dystans. "Obyśmy w tym roku zdobyli medal w lidze, a co!" lub "A Tobie, "Gato", życzę, żebyś wniósł w tym roku Puchar Polski!" - mówili zapewne do siebie siatkarze. Mało kto chyba wierzył w moc tych życzeń. Żółto-czarni do nowego roku przystępowali z bilansem 14-2 w lidze! Wynikiem, którego w historii klubu nikt nie widział, no chyba, że w odwrotnym kierunku. Zespół wykaraskał się z całkowitego dna tabeli, by chwilę później grać o mistrzostwo Polski. Jak powiedział kiedyś Andrzej Twarowski przy golu z przewrotki Wayne Rooneya: "przecież to jest w ogóle niepojęte!". I było.

Kto był ojcem sukcesu?

Siwy pan z niesamowitym poczuciem humoru, którego nie sposób nie lubić. W 2014 roku do klubu przyszedł Andrea Anastasi i odmienił cały Lotos Trefl. Pomogli mu w tym utalentowani siatkarze, byli i przyszli reprezentanci Polski, wyjadacze i młodzi. Mieszanka wybuchowa, która dzisiaj gra już razem drugi sezon i święci sukcesy.

Zapewne większość obserwatorów miała obawy i zastanawiała się na ile tej pary gdańszczanom wystarczy. Pojawił się zresztą pierwszy moment zawahania. Na przestrzeni tylko stycznia i lutego żółto-czarni zdołali przegrać - uwaga - aż pięć spotkań ligowych (!), a wcześniej zaś w 16 starciach porażki doznali tylko dwa razy. Prawdziwym testem był jednak trójmecz z Bełchatowem w play-offach. Testem zdanym. Celująco! Nikt wobec tego wyraźnie przegranego finału z Asseco Resovią nie odbierał jako porażki. Srebro to był sukces.

- Wykonaliśmy niesamowitą pracę, by tego wszystkiego dokonać i zrobiliśmy na pewno ogromną niespodziankę w Polsce - opowiada Falaschi. - Potem, można powiedzieć, że było jeszcze lepiej. Ten sezon zaczęliśmy od bardzo udanego meczu o Superpuchar Polski. No i zaczęła się Liga Mistrzów...

No właśnie, Superpuchar. Gdańszczanie odgryźli się rzeszowianom za finał poprzedniego sezonu i trofeum zabrali do domu. Najważniejsze miało jednak przyjść...

Debiut w Europie

- Jesteśmy w świetnej pozycji w Lidze Mistrzów, czyli znowu zrobiliśmy coś, czego do końca się nie spodziewaliśmy i nie możemy nie być szczęśliwy z tego, co się obecnie dzieje - ocenia fazę grupową rozgrywek Marco Falaschi.

Gdańszczanie nic sobie nie robią z presji debiutanckiej i odprawiają kolejnych rywali z kwitkiem. Okej, Modena jest obecnie całkowicie poza zasięgiem Lotosu Trefla, ale czy ktoś o tym nie wiedział przed sezonem? Dwie porażki (obie nawet po 0:3) są wliczane w koszty.

Najważniejsze zaś, że ani słoweński ACH Volley, ani serbska Vojvodina nie są w stanie siatkarzom Anastasiego urwać choćby seta. W takim przypadku już na dwa mecze przed zakończeniem fazy grupowej Ligi Mistrzów można (praktycznie) świętować awans.



- To na pewno już teraz jest spore osiągnięcie, bo nawet przed zakończeniem fazy grupowej Ligi Mistrzów jesteśmy praktycznie pewni awansu. Wiadomo, musimy teraz nieco zweryfikować nasze cele, ale potrzebne też jest sporo szczęścia w losowaniu, by nie trafić na jakiegoś giganta. Wtedy możemy myśleć o czymś więcej, czyli o czołowej szóstce. To bardzo realne, a jednocześnie byłoby niewiarygodnym sukcesem - kontynuuje Falaschi.

Ten Rok był udany też i dla samego włoskiego rozgrywającego, który przyznaje, że właśnie spełnia swoje marzenia...

- Mieszkanie w Polsce od dawna było moim pragnieniem. Zawsze chciałem tutaj grać, szczególnie po mistrzostwach świata, kiedy Polacy wygrali ten turniej. Na ten moment to najlepsze miejsce na ziemi do gry w siatkówkę. Dla mnie to zaszczyt, że mogę grać w Polsce. Tak, to był najlepszy rok w całej mojej karierze. Ale mam nadzieję, że kolejny będzie jeszcze lepszy! - zwierza się Falaschi.

Były i upadki podczas tego wzlotu

Nie zawsze było kolorowo. Ale jeśli nie pamiętacie tych wpadek, to znaczy, że nie były znaczące. I słusznie, bo owe złe momenty były pojedynczymi w całym roku kalendarzowym.

- Słabe momenty? Oczywiście! Było ich kilka. Przegraliśmy u siebie chociażby z Częstochową w katastrofalnych rozmiarach, 2:3 z Bielskiem - takie mecze na pewno zapadają w pamięci z kategorii tych najczarniejszych snów. To na pewno były słabe momenty, ale rozmawiamy o pojedynczych spotkaniach, a nie większych częściach sezonu, które mogłyby mieć wpływ na całe rozgrywki - słusznie zauważa Włoch.

Jakie zatem nadzieje na kolejny rok?

Teraz możemy mówić śmielej. Na pewno celem nadrzędnym dla Anastasiego i spółki będzie ponowne zdobycie medalu na arenie krajowej. Brąz? Przy obecnej formule play-offów wynik byłby pewnie zadowalający. Ba, odebrany jako sukces! Pamiętajmy bowiem, że po raz pierwszy gdańska siatkówka wystawiona została na próbę gry co trzy dni. Sukces na arenie europejskiej, jaki już osiągają gdańszczanie zapewne zrekompensuje zajęcie "tylko" trzeciego miejsca w lidze.

TRÓJMIEJSCY SPORTOWCY W SOCIAL MEDIACH




Więcej o:

PlusLiga 2018/19

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 62 65:22 21 3
2 ONICO Warszawa 57 61:28 19 5
3 Jastrzębski Węgiel 50 55:34 17 7
4 Aluron Virtu Warta Zawiercie 43 54:42 15 9
5 Cerrad Czarni Radom 42 48:37 14 10
6 PGE Skra Bełchatów 38 51:45 14 10
7 Asseco Resovia Rzeszów 35 42:48 11 13
8 GKS Katowice 32 44:47 11 13
9 Indykpol AZS Olsztyn 30 45:51 9 15
10 Trefl Gdańsk 28 41:53 9 15
11 Chemik Bydgoszcz 22 32:57 7 17
12 Cuprum Lubin 20 29:57 7 17
13 MKS Będzin 9 22:68 2 22

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały