Sport.pl

Ryszard Krauze znów chce ściągnąć gwiazdy tenisa!

Sopot stara się o powrót do kurortu wielkiego turnieju tenisowego, ale w tym samym, lipcowym terminie turniej chce zorganizować... Gdynia. - Pokazali już, co potrafią, przy przejmowaniu drużyny koszykarskiej - mówi prezydent Sopotu Jacek Karnowski
O powrocie wielkiego tenisa do Trójmiasta mówi się już od września, kiedy przed kampanią prezydencką w Sopocie kandydaci Jacek Karnowski (obecny prezydent) oraz Wojciech Fułek obiecywali reaktywować turniej w kurorcie. Prezes Sopockiego Klubu Tenisowego Mirosław Rybak podkreślał nawet, że wysłał już w tej sprawie aplikację do ATP, by zorganizować imprezę w dniach 11-17 lipca.

- Niespodziewanie przybyli nam konkurenci. Na dodatek z Trójmiasta. Gdynia popierana przez Polski Związek Tenisa złożyła aplikację na organizację turnieju w tym samym terminie co my. Dziwna sprawa. Szkoda, że związek nie chciał wejść we współpracę z nami. Co się stanie, jeśli nie dostaniemy tego terminu? Pomyślimy o innym - mówi dzisiaj Rybak.

Gdynia jak Wimbledon

Orange Prokom Open w Sopocie organizowany był dzięki Ryszardowi Krauze, czyli właścicielowi firmy Prokom. To on w styczniu 2008 r. zdecydował, że wycofuje się z finansowania imprezy i odsprzedał ją firmie Orange. Ta przeniosła ją do Warszawy.

Teraz Krauze zdecydował się na powrót do tenisa. Co prawda Prokom cały czas figuruje jako partner PZT, ale o powrocie do organizacji turnieju w Trójmieście nie było dotychczas mowy.

- Pan Krauze jest wielkim fanem tenisa. Razem postanowiliśmy więc zorganizować turniej. Korty Arki nadają się do tego idealnie - mówi prezes PZT Jacek Kseń.

Oficjalnie decyzja ATPP, komu przyznać turniej, ma zostać podjęta około 15-20 lutego. W Gdyni są już jednak pewni swego.

- Zarezerwowaliśmy już hotele. Niedługo zaczynają się prace budowlane na kortach Arki. Nie mogę więc nie być optymistą w sprawie przyznania nam organizacji tej imprezy - mówi wiceprezes ds. marketingu PZT Victor Archutowski, który ma zostać dyrektorem gdyńskiego turnieju.

Finansową stronę przedsięwzięcia wspomoże główny sponsor, którym będzie Bank BNP Paribas. Firma ta słynie z zamiłowania do tenisa. Bank jest głównym sponsorem m.in. Indian Wells, Fed Cup oraz Davis Cup.

Dzięki takiemu wsparciu oraz poparciu imprezy przez PZT Gdynia może zorganizować męskiego challengera najwyższego stopnia, o łącznej puli nagród w wysokości 125 tys. euro. Chęć udziału w turnieju zgłosiła już czołówka reprezentacji Polski - Michał Przysiężny, Łukasz Kubot, Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski.

- Obiecali, że wspomogą pana Krauze z wdzięczności za to, jak on wspiera polski tenis - dodaje Kseń.

W Gdyni już teraz snują dalekosiężne plany. Za około dwa lata turniej ma zyskać rangę ATP Tour (najwyższy stopień w hierarchii), czyli taką, jaką miała impreza w Sopocie.

- A jeżeli sponsorzy wytrzymają, to za parę lat marzy nam się organizacja nie tylko męskiego turnieju ATP, ale również żeńskiego WTA - zdradza Archutowski.

Wiceprezes PZT jest zachwycony możliwością rozgrywania turnieju tenisowego w Gdyni: - Moimi ulubionymi kortami są te na Wimbledonie, ponieważ pochodzę z Anglii. Na drugim miejscu bez wątpienia klasyfikuję Gdynię. Korty otoczone są rezerwatem leśnym i morzem - piękniejszej aury nie można sobie wyobrazić.

Tommy Robredo po wygranej w ostatnim turnieju w Sopocie w 2007 r.



Do poprawy jest jednak infrastruktura klubu Arka. Obecny kort centralny nie może pełnić takiej funkcji w trakcie imprezy ATP. W czasie turnieju zostanie więc on zdegradowany do pozycji kortu nr 1. Dlatego też zdecydowano się wybudować nowy kort centralny. Złożą się na niego - stała trybuna, która powstanie "na górce" w miejscu dawnej trybuny piłkarskiej oraz trzy trybuny dostawiane. Łącznie mecz oglądać będzie około 2,5 tys. widzów.

- Rozbudowa infrastruktury jest wkładem klubu w organizację imprezy. Dlaczego zapadła decyzja o tylko jednej stałej trybunie? Ponieważ chcemy, aby przez resztę roku rozciągał się z niej widok na morze - mówi Archutowski i dodaje: - Oczywiście na terenie klubu jest parę rzeczy do odświeżenia, ale to tylko standardowe prace.

Sopot i historia

Największym atutem Sopotu w walce o turniej jest historia i doświadczenie w organizacji. Z drugiej strony ostatni turniej ATP na otwartych kortach w nadmorskim kurorcie odbył się niemal cztery lata temu. Zastrzeżenia można mieć też do stanu kortów.

- Niedawno wyjaśniła się sprawa własnościowa obiektu. Mogę zapewnić, że na wiosnę rozpoczniemy prace odświeżające m.in. kort główny i korty boczne. Chcemy stworzyć nowe centrum prasowe oraz przekształcić hale SKT - opisuje Rybak.

Sopocka aplikacja została wysłana do ATP wcześniej niż gdyńska, a w kosztach turnieju partycypować ma miasto Sopot.

- To jest nasz duży atut. Wsparcie wielkiego fana tenisa, jakim jest prezydent Sopotu Jacek Karnowski, pozwala realnie myśleć o organizacji tej imprezy - dodaje prezes SKT.

Organizacyjne zapędy tonuje nieco sam prezydent: - Najpierw musimy dostać organizację turnieju. Później usiądziemy i zastanowimy się nad wkładem miasta. SKT najpierw musi znaleźć sponsorów. Jako miasto musimy pamiętać o tym, że już teraz wspieramy zawody jeździeckie, koszykówkę i siatkówkę - mówi Karnowski.

Karnowski i Krauze znów stają przeciwko sobie. Kiedyś łączyły ich m.in. drużyna Prokom Trefl Sopot oraz właśnie turniej tenisowy. Zespół koszykarski od 2009 r. gra już jednak w Gdyni i ten ruch był dla prezydenta Sopotu szokujący.

- Nie zdziwię się, jeśli Gdynia przeszkodzi nam teraz w organizacji turnieju. Pokazała już przecież, co potrafi przy przejmowaniu drużyny koszykarzy - dodaje prezydent Sopotu.

Według Rybaka asem w rękawie Gdyni jest PZT: - Poparcie przez związek turnieju w Gdyni to pozytywny sygnał dla ATP. Myślę, że może to zaważyć przy wyborze gospodarza.

Organizacja turnieju w połowie lipca w Sopocie koliduje ze spotkaniami w ramach polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Kurort będzie jej gospodarzem przez cały miesiąc.

- Z tego co wiem, w Sopocie byłby problem z rezerwacją miejsc hotelowych. Może powinni tam pomyśleć o innym terminie dla turnieju? Np. po challengerze w Poznaniu, czyli pod koniec lipca. To historyczny termin dla Sopotu. Przecież poprzedni turniej odbywał się właśnie w tym okresie - mówi Kseń.

Ewentualna porażka nie przeraża Karnowskiego: - Nadal pragniemy powrotu wielkiego tenisa do Sopotu. Dlatego w razie niepowodzenia, rozważymy inne terminy.

Tak było w Sopocie

Historia sopockiego turnieju sięga 1991 r. W kolejnym roku odbył się turniej kobiecy pod patronatem ITF z pulą nagród 25 tys. dolarów. W latach 1993-1997 pula wzrosła do 75 tys. dolarów. Od 1998 r. turniej wpisano do kalendarza WTA Tour. Trzy lata później równolegle rozgrywano już zawody mężczyzn. Taki stan utrzymał się do 2004 r. Od 2005 r., kiedy firma Prokom ograniczyła wsparcie finansowe, w Sopocie gościli już tylko mężczyźni. Ich ostatnie jak dotąd zmagania śledziliśmy w 2007 r. W Orange Prokom Open wygrywali m.in. Tommy Robredo (2001 i 2007), Guillermo Coria (2003), Rafael Nadal (2004), Gael Monfils (2005) czy Nikołaj Dawidienko (2006). Pula nagród ostatniego turnieju wynosiła 425 tys. euro, a organizacja kosztowała 8 mln zł.

Gdzie powinien się odbyć lipcowy turniej?