Sport.pl

Powrót po czterech latach. Startuje BNP Paribas Polish Open

Challenger BNP Paribas Polish Open ma przede wszystkim promować polskich tenisistów. Ostatni turniej z cyklu ATP odbył się w Sopocie w 2007 roku.
Wówczas triumfował Tommy Robredo, a obok Hiszpana w imprezie wzięli udział m.in. Nikołaj Dawidienko, Nicolas Almagro, Juan Ignacio Chela czy Gilles Simon. Teraz o takich gwiazdach mowy być nie może, bo BNP Paribas Polish Open (pula nagród 106,5 tys. euro) ma rangę challengera, czyli tenisowej II ligi. - W tym roku najważniejsze było dla nas, aby Sopot znów zaistniał na tenisowej mapie - mówi dyrektor sopockiego turnieju Victor Archutowski. - Co prawda rozmawialiśmy ze znanymi zawodnikami - Australijczykiem Lleytonem Hewittem [były nr 1 rankingu ATP, w przeszłości zwycięzca Wimbledonu i US Open] czy Serbem Janko Tipsareviciem [obecnie nr 29 ATP] - ale ostatecznie zdecydowaliśmy się postawić na Polaków, którzy dostali wszystkie "dzikie karty". Za takim rozwiązaniem optował m.in. Ryszard Krauze - podkreśla Archutowski.

Wspomniane "dzikie karty" przypadły Marcinowi Gawronowi (272. ATP), Grzegorzowi Panfilowi (473. ATP), Piotrowi Gadomskiemu (810. ATP) oraz Andrzejowi Kapasiowi (1447. ATP). Dzięki odpowiednio wysokiej pozycji w rankingu prawo gry w turnieju uzyskali z kolei Jerzy Janowicz (156. ATP) oraz Michał Przysiężny (180. ATP). Obaj tenisiści uznawani są za wielkie talenty, ale szanse na zrobienie kariery chociażby na miarę Łukasza Kubota (zabraknie go w Sopocie, gdyż w tym czasie startować będzie w turnieju z cyklu ATP Tour w Stuttgarcie) ma już chyba tylko ten pierwszy.

Niespełna 21-letni Janowicz to jeden z najwyższych tenisistów świata (203 cm wzrostu), który systematycznie pnie się w górę w rankingu ATP. Kiedyś wsławił się tym, że w ciągu roku (między styczniem 2008 a styczniem 2009) awansował aż o... 1114 miejsc (z 1448. na 334.)! Oczywiście im wyższe miejsce, tym trudniej wykonać kolejne kroki, ale Janowicz robi ciągłe postępy. Jeszcze rok temu był w rankingu 277., teraz jest już w połowie drugiej setki. Dobry wynik w Sopocie zapewniłby mu kolejny "żabi" skok w klasyfikacji ATP (w wypadku zwycięstwa w okolice 120.-130. miejsca).

Z kolei 27-letni Przysiężny póki co przegrywa w swojej karierze z... kontuzjami. Bardzo ładnie grający zawodnik, przez Wojciecha Fibaka nazwany swego czasu nieco na wyrost "polskim Federerem", od czasu do czasu potrafi zaskoczyć dobrym wynikiem, ale brakuje mu regularności. W 2006 roku w Sopocie doszedł do ćwierćfinału sopockiego turnieju, co było pierwszym takim osiągnięciem polskiego tenisisty w turnieju z cyklu ATP Tour od 1986 roku. W listopadzie ubiegłego roku wdrapał się na najwyższe w karierze 76. miejsce rankingu ATP, ale potem znów dały o sobie znać kłopoty ze zdrowiem. Turniej BNP Paribas Polish Open będzie dla Przysiężnego pierwszym od kwietnia. Przez 3 miesiące pauzował z powodu kontuzji pleców, więc jego dyspozycja w Sopocie będzie wielką niewiadomą.

Z pozostałych polskich zawodników najbardziej znaną postacią jest 23-letni Gawron. Kiedy w 2006 roku doszedł do finału juniorskiego Wimbledonu (tam przegrał z Holendrem Thiemo de Bakkerem) wydawało się, że wreszcie doczekaliśmy się talentu, który podbije światowe korty. Jednak póki co Gawron jest przede wszystkim zawodnikiem poziomu Futures (III liga tenisowa), w tym roku wygrał nawet trzy turnieje tej rangi (dwa w Polsce i jeden w Turcji). W challengerach gra bardzo rzadko, Sopot będzie dopiero jego drugim tego typu turniejem w tym roku.

Poza wymienionymi do turnieju głównego przebiło się z eliminacji jeszcze trzech Polaków: Robert Godlewski (756. ATP), Maciej Smoła (1195. ATP) oraz Dawid Celt (1220. ATP). Z numerem jeden rozstawiony w turnieju jest Czech Lukas Rosol (70. ATP).