Pogrom polskich tenisistów w BNP Paribas Polish Open w Sopocie

W drugim dniu tenisowego turnieju BNP Paribas Polish Open odpadło większość Polaków, w tym najwyżej klasyfikowany Jerzy Janowicz. Z Sopotem pożegnał się również rozstawiony z jedynką Lukas Rosol.
Czech w pierwszym meczu trafił na bliżej nikomu nieznanego Serba Nikolę Ciricia. Obu tenisistów łączył pokaźny wzrost (powyżej 190 cm) oraz silne serwisy. Dzieliło natomiast przeszło 100 miejsc w rankingu ATP - Rosol jest 70., Cirić 177. Pomimo tego obaj okazali się godnymi siebie rywalami. Żaden z nich nie potrafił wytworzyć znaczącej przewagi. Pierwszą partię wygrał Serb 7:6. W drugiej miał problemy z kontuzjowaną nogą, ale Rosol wygrał dopiero po dwunastu gemach - 7:5. Zdaniem Ciricia spowodowane było to nie tylko kontuzjowaną nogą, ale także... sędziną.

- Poprosiłem o pomoc. Wydawało mi się, że takie ludzkie zachowanie jest jak najbardziej na miejscu. Pod kolanem miałem przyklejoną taśmę, które pełniła funkcję stabilizującą. Przez pot zaczęła się ona odklejać, a ja myślałem, że ktoś może mi po prostu podać nową. Niestety, sędzina stwierdziła, że łamię reguły i nie może tego zrobić. To samo wyjaśniał mi supervisor, jednak oboje przedstawiali puste argumenty - tłumaczy Cirić i dodaje: - Nie zrozumcie mnie źle. Nie chciałem wybić przeciwnika z rytmu. Wiedziałem także, że naciągam zasady, ale myślałem, że wedle reguł fair play ktoś może mi pomóc. I tak zamiast półtorej minuty przerwy było dziesięć - dodaje Serb.

W trzeciej odsłonie obaj zawodnicy ponownie szli łeb w łeb, aż do tie-breaka. W nim szósty bieg włączył Cirić i po sześciu wymianach prowadził do zera. Rosol nie był już w stanie odwrócić losów pojedynku więc nr 1 BNP Paribas Polish Open pożegnał się z imprezą.

- W 2011 dopiero się rozkręcam, choć mam już na swoim koncie jeden turniejowy półfinał. Dużym plusem dla mnie jest także to, że pokonałem dzisiaj tenisistę z pierwszej setki rankingu ATP - kończy Cirić.

Polscy kibice ostrzyli sobie zęby na pojedynek Jerzego Janowicza (156. w rankingu ATP) z Marcinem Gawronem (272.). Pierwszy z nich był najwyżej sklasyfikowanym w turnieju Polakiem. Drugi w imprezie wystartował dzięki "dzikiej karcie", którą dostał za poświęcenie dla reprezentacji. Słynący z atomowego serwisu Janowicz nie potrafił poradzić sobie z walczącym o każdą piłkę Gawronem. Jego przeciwnik wręcz fruwał po korcie, starając się wybronić niemal każdy punkt. Pierwszą partię wygrał w tie-breaku, w drugiej udało się mu przełamać Janowicza, ale kiedy miał już kończyć mecz, dwukrotnie popełnił podwójny błąd serwisowy.

- Sędzia włączył światła na korcie i pod koniec nie za bardzo widziałem piłeczki wyrzucane w górę przy serwisach - tłumaczył Gawron.

23-latek poradził sobie jednak ze sztucznym oświetleniem i kolejnej piłki meczowej już nie zmarnował, zwyciężając drugą partię 6:4.

- Gra była nerwowa tak z mojej strony, jak i Jurka. Pomimo tego zagraliśmy sporo fajnych piłek. Ja wygrywałem ważniejsze wymiany i dlatego dopiąłem swego. To jest najlepszy dla mnie rok, więc idę za ciosem - podsumował Gawron. W 2. rundzie zmierzy się z Belgiem Stevem Darcisem.

Blisko awansu był również inny z Polaków Grzegorz Panfil (471.). Po bardzo zaciętym pojedynku przegrał jednak z Francuzem Markiem Gicquelem (112.) 1:2.

Pierwszy set meczu wskazywał na to, że to Panfil będzie górą. Polak niemal po profesorsku rozpracował rywala i wygrał do dwóch. W kolejnej partii Francuz zdecydowanie poprawił serwis, a piłki rozdawane przez leworęcznego Polaka coraz rzadziej przynosiły punkty. Gicquel wygrał więc do czterech i o zwycięstwie decydował ostatni set. Każdy z tenisistów rządził swoim podaniem i przy stanie 6:6 sędzia zmuszony był ogłosić tie-break. W lepszej formie, przynajmniej psychicznej, wydawał się być Polak. A to ze względu na to, że Francuz niemal za każdy stracony punkt winił... zbyt miękki kort. Przy stanie 6:5 dla Panfila kibice składali już ręce do oklasków w trakcie wymiany, gdyż Panfil był o krok od decydującego ciosu. Francuz podniósł się jednak z kolan, zdobył trzy kolejne punkty i awansował do drugiej rundy.

- Przed meczem założyłem sobie, że muszę grać agresywnie i walczyć o każdą piłkę. W trzecim secie miałem zwycięstwo w ręku, miałem nawet piłkę meczową... Naprawdę szkoda tego tie-breaka - twierdzi Panfil i dodaje: - Trochę zdziwiło mnie zachowanie Francuza, któremu przeszkadzał stan kortu. Wszyscy widzieliśmy, jaka była w poniedziałek pogoda i to normalne, że mogło być trochę grząsko. Warunki mieliśmy takie same, a Gicquel chyba był bardziej zdziwiony moją postawą i na stan kortu mógłby zrzucić ewentualną porażkę. Szkoda, że nie dałem mu ku temu okazji.

Wieczorem z Flavio Cipollą (102.) odpadł Michał Przysiężny (180.), który przegrał 0:2, wcześniej z turnieju odpadli też Maciej Smoła (1189.), Andrzej Kapaś (660.), Dawid Celt (1207.) i Robert Godlewski (755.)