Sport.pl

BNP Paribas Polish Open. Piękny sen trwa, Nikola Ciric w finale!

Rozpędzony Serb Nikola Ciric, który już w I rundzie sprawił największą niespodziankę na sopockim turnieju eliminując rozstawionego z numerem 1. Czecha Lukasa Rosola, rozbił w półfinale kolejnego przeciwnika. Tym razem w pokonanym polu został Francuz Marc Gicquel.
27-letni serbski bombardier, który grę w tenisa rozpoczął ledwie 10 lat temu, kontynuuje swoją świetną passę na największym polskim turnieju tenisowym. Leworęczny tenisista po raz pierwszy w karierze awansował do finału turnieju rangi challneger. - To był bardzo ciężki pojedynek, Gicquel to mocny i wysoko sklasyfikowany przeciwnik. Tym bardziej raduje mnie zwycięstwo nad nim - cieszył się Serb po meczu.

Pierwszy set, chodź wygrany przez Circia, wcale nie zapowiadał jego ostatecznego triumfu. Serb dość długo wchodził w grę, powłóczył nogami i rezygnował z prób dojścia do trudniejszych piłkek. Dodatkowo wydawało się, że zatracił swój największy atut, czyli agresywny i silny serwis. - Miałem problem z kortem, kilka razy się poślizgnąłem i obawiałem się kontuzji. Gdy już wyczułem, jak się na nim poruszać, przełożyło się to na lepszą grę - tłumaczył Ciric. Gicquel starał się wykorzystać słabszy okres gry Serba, po serwach szybko dochodził do siatki szukając okazji na woleje, mocno i precyzyjnie serwował. Ale przy 4:4 Ciric się obudził i włączył wyższy bieg. Przy 5:4 i 40:30 Serb zmusił Gicquela do błędu i objął prowadzenie 1:0 w setach.

Drugi, jak okazało się decydujący set, był jeszcze bardziej wyrównany. Zwłaszcza czwarty gem zostanie przez kibiców długo zapamiętany. Trwał blisko kwadrans, a obaj zawodnicy doprowadzili w nim do ponad dziesięciu równowag. Ostatecznie podanie Gicquela przełamał Ciric. Prowadził wtedy już 3:1 i wydawało się, że kolejne punkty są tylko kwestią czasu. Kolejnego gema przełamał jednak Francuz, potem wygrał swoje podanie i znów mieliśmy remis. Później zarysowała się niewielka przewaga Gicquela, słynącego na sopockim turnieju z wychodzenia obronną ręką z ekstremalnie trudnych sytuacji, lecz zanim przełożyła się ona na punkty, Francuz doznał kontuzji pleców. Musiał interweniować lekarz. Choć doświadczony zawodnik wrócił do gry, to był już cieniem samego siebie. - Rzeczywiście serwował od tamtej pory dużo słabiej - zauważył świeżo upieczony finalista. Ambitny Francuz zdołał doprowadzić jeszcze do tie-breaka, którego jednak asem serwisowym zakończył Ciric.

Występ w Sopocie to dla Serba największy sukces w karierze. Dotychczas odnosił on triumfy tylko w turniejach rangi futures. Sopocki challanger jest pierwszym, w którym Ciricowi udało się awansować do finału. Takiego obrotu sprawy nie spodziewał się nawet sam zainteresowany, który miał na dzień półfinału z Gicquelem zarezerwowaną wizytę... w serbskim salonie tatuażu. - Chciałem wytatuować sobie jednego z serbskich świętych, ale skoro wciąż jestem tutaj, to będę musiał przełożyć wizytę - śmiał się po meczu zadowolony Ciric.

Więcej o: