Londyn 2012. Taniec z gwiazdami, Feel, CKM... A na planszy lipa. Koniec Sylwii Gruchały?

Sylwia Gruchała, najlepsza polska florecistka w historii, na igrzyskach w Londynie wypadła katastrofalnie. Z turnieju indywidualnego odpadła już po pierwszej walce, a w rywalizacji drużynowej, zamiast być liderką, momentami wręcz przeszkadzała naszemu zespołowi w walce z Francją. Czy to koniec kariery Gruchały?
Na Gruchałę, dwukrotną medalistkę olimpijską (drużynowe srebro w Sydney oraz brąz indywidualnie w Atenach), już po turnieju indywidualnym spadła fala krytyki. Walczyła w nim z dużo niżej rozstawioną Japonką Kanae Ikehatą, ale niespodziewanie przegrała. Już wtedy zastanawiano się, czy najwybitniejsza polska florecistka będzie w stanie poprowadzić koleżanki do sukcesu w turnieju drużynowym.

- Wydawało się, że spośród Polek, to właśnie Sylwia miała w I rundzie najłatwiejsze zadanie. Ale tak to już jest na igrzyskach, tu nie ma czasu, by się rozgrzać ze słabszymi zawodnikami, tak jak to ma miejsce w zawodach Pucharu Świata. Tutaj w stawce jest niewiele ponad 30 zawodniczek i od pierwszego starcia trzeba wrzucić wysoki bieg - tłumaczył po tamtej porażce Ryszard Sobczak, prezes AZS AWFiS Gdańsk, poprzedniego klubu Gruchały. - Sylwii się to nie udało. Ale w drużynie powinno być lepiej - dodawał.

Nie było. Było za to dużo gorzej, bo Gruchała już w pierwszym swoim starciu, z Ysaora Thibus (pierwszy sezon w kadrze Francji) przegrała aż 0:5. Ze spuszczoną głową opuściła planszę, a zdemotywowane niepowodzeniem liderki Martyna Synoradzka i Małgorzata Wojtkowiak nie zdołały już odrobić strat. Co prawda w ostatniej partii Gruchała pokonała Corinne Maitrejean 6:3, ale ta walka dla ogólnego wyniku nie miała już większego znaczenia. Francuzka wyraźnie chciała ją tylko przeczekać i móc cieszyć się ze zwycięstwa drużyny (42:31) i awansu do półfinału igrzysk.

- Jestem mocno zawiedziony - podkreśla Sobczak. - Francuzki były drużyną do ogrania, ale czegoś zabrakło. Czego? Na ocenę trzeba poczekać. Trener Longin Szmit po powrocie z pewnością przedstawi swoją koncepcję na ten mecz i przekonamy się, czy to ona była zła, czy też całkiem dobra, ale to zawodniczki nieumiejętnie ją realizowały.

Obojętne jaka będzie jednak ocena koncepcji trenera Szmita, trzeba się zastanowić, czy na Gruchale warto jest wciąż opierać narodową kadrę florecistek. Zawodniczka największe sukcesy ma już dawno za sobą i choć w ostatnich latach zdarzały się jej przebłyski, to częściej można było ją zobaczyć w serialu telewizyjnym, Tańcu z Gwiazdami, teledysku zespołu Feel albo w rozbieranej sesji dla CKM. W tym roku wygrała tylko jedne zawody Pucharu Świata, co w poprzednich latach byłoby wynikiem zatrważającym. Chętnie dopisała sobie jednak triumf w wenezuelskich mistrzostwach świata... wojskowych, gdzie w większości mierzyła się z amatorami.

- W Sylwii wciąż drzemią jednak duże możliwości, nie skreślałbym jej zbyt szybko - uważa Sobczak. - Wpływ na jej występ w Londynie miała z pewnością zmiana klubu. Po przejściu ze Sietomu AZS AWFiS Gdańsk do AZS Warszawa rozpoczęły się wahania formy. Było to widać już od początku sezonu. Sylwia wygrywała w Pucharze Świata, a za chwilę w mistrzostwach Europy była poza 20. Wcześniej się to jej nie zdarzało... Porażka z Francją to nie tylko wina Sylwii. Polki przystępowały przecież do igrzysk z 5. miejsca w rankingu światowym, miały więc podstawy, by myśleć o medalu. Każda z nich zaprezentowała się przeciętnie.

Gruchała już przed wyjazdem do Londynu zapowiadała, że będą to jej ostatnie igrzyska. I że jedzie po medal, nawet złoty. Wraca z niczym. Może poza bagażem dużych rozczarować. Czy florecistka, która już od pewnego czasu ma wyraźne kłopoty z motywacją, znajdzie jeszcze siły i ochotę, aby nadal walczyć?

Kto ma rację w wymianie zadań między Włoszczowską i Szurkowskim?
Włoszczowska
Szurkowski
Ile medali zdobędzie Polska?
Londyn 2012 czy Euro 2012?
igrzyska
piłka