Londyn 2012. Adam Korol. Brutalna siła i brylantowa technika da ma drugie olimpijskie złoto?

Adam Korol w sporcie osiągnął już wszystko - jest czterokrotnym mistrzem świata, mistrzem Europy, rekordzistą świata. A w Londynie razem z kolegami z wioślarskiej czwórki - Markiem Kolbowiczem, Michałem Jelińskim i Konradem Wasielewskim - bronić będą olimpijskiego złota z Pekinu
38-letniemu już Korolowi motywacji na pewno jednak nie zabraknie. Igrzyska w Londynie mają być ukoronowaniem wspaniałej kariery.

Pęd do kolejnych medali Korol tłumaczy następująco: - Mistrzem olimpijskim byłem "tylko" raz, a chciałbym nim być dwukrotnie. A tak na poważnie, sportowcy to tacy ludzie, których do kolejnych wyzwań napędzają zwycięstwa. Gdybym do tej pory nic nie wygrał, to pewnie miałbym mniejszą motywację do pracy, niż w sytuacji, kiedy zdobyłem już wszystko. Zwycięstwo to coś pięknego, jak raz tego posmakujesz, chcesz więcej i więcej. Poza tym ja uwielbiam to, co robię. Chociaż gdyby ktoś stanął na brzegu i zobaczył, jak zapieprzamy, to pewnie złapałby się za głowę i pomyślał: "To jakiś wariat, jak można lubić taką harówkę".

On i koledzy ciężko pracowali niemal do ostatniej chwili. Treningi na pełnych obrotach zakończyli dopiero w minioną niedzielę. Zakwaszenie ich mięśni dochodziło do 15 milimoli, podczas gdyż już przy 8 milimolach organizm włącza mechanizmy obronne. Nie ma w tym nic dziwnego, bo wioślarze to ludzie, którzy granicę odporności na ból mają przesuniętą w rejony niedostępne nie tylko zwykłym ludziom, ale nawet większości sportowców uprawiających inne dyscypliny.

- Do końca trenowaliśmy na maksa, choć pierwszy start mamy zaplanowany już na 28 lipca. Trzeba jednak pamiętać, że finał odbędzie się 3 sierpnia, a to będzie przecież nasz najważniejszy wyścig na tych igrzyskach - podkreśla Korol. - Tego dnia musimy mieć najwyższą formę, musimy być przygotowani na potworny wysiłek, nasze mięśnie muszą wytrzymać ponad pięć minut maksymalnego napięcia, a równocześnie nasza łódka musi płynąć leciutko i bezszelestnie, technika musi być nienaganna. To w naszym sporcie jest najtrudniejsze - połączenie brutalnej siły i brylantowej techniki. Kto wyważy te proporcje najlepiej, wygra najważniejszy wyścig czterolecia - mówi gdańszczanin.

A jeszcze w zeszłym roku wydawało się, że Korol do Londynu może nie pojechać. Z powodu kontuzji kręgosłupa nie wystąpił na mistrzostwach świata w Bledzie i zapowiedział, że jeśli na start przygotowań do igrzysk, który dla polskiej osady przypadał na listopad 2011, nie będzie w pełni zdrowy, kończy karierę.

- Z kręgosłupem nie ma żartów. Wiedziałem, że kontuzję muszę zaleczyć do końca, nie było mowy o półśrodkach, blokadach, leczeniu zachowawczym. Lekarz musiał mi powiedzieć: "Adam, z kręgosłupem jest wszystko OK, jesteś przygotowany na trening z pełnymi obciążeniami, bez ryzyka odnowienia kontuzji". Jeśli nie usłyszałbym tych słów, dałbym sobie spokój. Za chwilę kończę karierę, nie chcę być na resztę życia kaleką. Musiałem być też uczciwy wobec kolegów, kręgosłup musiał przecież wytrzymać kilka miesięcy ciężkiej pracy. Na szczęście w momencie rozpoczęcia bezpośrednich przygotowań do igrzysk, byłem już w pełni wyleczony, gotowy na 100 proc. do morderczej harówki. No i odpukać, dotrwałem do dziś w bardzo dobrym zdrowiu. Pod tym względem przygotowania były idealne. Zresztą podobnie było z kolegami, groźniejsze urazy na szczęście nas ominęły - cieszy się gdański wioślarz.

Ale innych problemów przez ostatnie miesiące nie brakowało. "Dominatorzy", jak nazywani byli w wioślarskim środowisku przez ostatnie lata, w tym roku nie byli już tak mocni. Na zawodach Pucharu Świata zajmowali miejsca - 9. (Belgrad) oraz 6. (Lucerna). Oprócz wyników wiele do życzenia pozostawiał również styl, w jakim pływali - kiedy wygrywali, zawsze nienaganny, teraz dużo gorszy.

- Przez długi czas strasznie się w łódce męczyliśmy. Pływaliśmy ciężko, wręcz topornie, nie było płynności, zrozumienia. Brakowało tego błysku, którym wygrywaliśmy najważniejsze imprezy. Doszło nawet do tego, że w poszukiwaniu jakiegoś rozwiązania w jednym z wyścigów PŚ zamieniliśmy się miejscami z Markiem Kolbowiczem [Korol normalnie siedzi w pierwszej dziurze, na tzw. szlaku, Kolbowicz siedzi jako trzeci], ale szybko zrezygnowaliśmy z tego pomysłu, to nie było to, czego szukaliśmy. W całym sezonie byliśmy zadowoleni właściwie tylko z jednego wyścigu - półfinału Pucharu Świata w Lucernie. Po nim przez głowę przemknęła nam myśl, że na dobre wróciliśmy do gry. Co z tego, skoro w finale daliśmy ciała, popłynęliśmy beznadziejnie i zajęliśmy ostatnie miejsce. Przez cały sezon najbardziej brakowało nam właśnie powtarzalności. Na szczęście w ostatnich tygodniach wygląda to już znacznie lepiej, na treningach łódka znów zaczyna płynąć. Starzy mistrzowie jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa! [Korol, Kolbowicz, Wasielewski i Jeliński mają w sumie niemal 140 lat] - zapowiada Korol.

Optymizmu mu nie brakuje, mimo że polska czwórka podwójna to już nie ta sama osada, która chociażby cztery lata temu w Pekinie miażdżyła rywali (drudzy na mecie Włosi stracili do nich niemal 2,5 s, co w wioślarstwie jest przepaścią).

- Nie da się ukryć, że atmosfera w samym zespole jest już całkiem inna. Pływamy razem od ośmiu lat, to szmat czasu. Coraz częściej zdarzają się nieporozumienia, problemy z komunikacją, raz jeden coś odburknie, raz drugi, i kłótnia gotowa. Idylli to na pewno u nas nie ma (śmiech). Czasami mamy siebie dosyć, ale łączy nas wspólnota celu, wiemy, o co walczyć będziemy w Londynie i w tym momencie wszystkie inne sprawy są nieważne. Mamy po prostu zdobyć medal, bez względu na okoliczności. Motywacji na pewno nam nie zabraknie - zapewnia Korol.

W ich konkurencji faworytem do złota będą Chorwaci, którzy w tym roku wygrywają gdzie chcą i jak chcą. Niektórzy uważają ich nawet za ulepszoną wersję "dominatorów" - są równie dobrzy technicznie, a do tego mocniejsi fizycznie.

- To prawda, są świetni. Kiedy w 2010 r. zdobyli mistrzostwo świata w Nowej Zelandii [Korol i spółka tam nie startowali], wydawało się, że zdominują naszą konkurencję na wiele lat. Tym bardziej że są młodzi. Ale już rok później zajęli dopiero trzecie miejsce, przegrali z Australijczykami i Niemcami. To pokazuje, jak trudno we wioślarstwie wygrywać seryjnie. Oprócz tych osad mocni są również Estończycy. Walka będzie strasznie zacięta, mam nadzieję, że z nami w roli głównej - podsumowuje Korol.

Kto ma rację w wymianie zadań między Włoszczowską i Szurkowskim?
Włoszczowska
Szurkowski
Ile medali zdobędzie Polska?
Londyn 2012 czy Euro 2012?
igrzyska
piłka