Londyn był słaby, a co będzie w Rio? Szukając trójmiejskich gwiazd sportu...

To były igrzyska pełne rozczarowań. Także dla Trójmiasta. Oto nadszedł moment pożegnania z zachwycającymi nas przez lata trójmiejskimi gwiazdami sportu. A nowych, niestety, nie widać - pisze Grzegorz Kubicki z trojmiasto.sport.pl.
Zacznę od końca i sportowca, który do Londynu nie pojechał. Choć mógł. W niedzielę, w ostatnim dniu igrzysk, w maratonie wystartować miał urodzony w Wejherowie, ale reprezentujący Flotę Gdynia Marcin Chabowski. To miało być dla niego wielkie przeżycie - Chabowski miał zadebiutować na igrzyskach, do imprezy życia szykował się przez wiele miesięcy. Niestety, w lipcu, na obozie w St. Moritz, doznał kontuzji kolana. Nie poddał się od razu, brał zastrzyki, środki przeciwbólowe, trenował dalej. Przegrał jednak z bólem i do Londynu nawet nie poleciał. Jak wytłumaczył: "W CV nie będę sobie wpisywał miana olimpijczyk, bo tak będzie uczciwie. Nie chciałem dołączyć do tej grupy sportowców, którzy szybko na igrzyskach wycofywali się w trakcie startu, a prezes PZLA mówił potem o nich, że go oszukali. Gdybym najadł się środków przeciwbólowych lub zastosował blokadę, to może i bym dobiegł do mety. Tylko po co? Przegrałem z urazem i straciłem szansę, na którą czekałem ostatnie cztery lata. Sport czasem bywa brutalny, ale takie są jego uroki".

Takiej postawy zabrakło wielu polskim sportowcom, którzy w niektórych przypadkach kompromitowali się w Londynie. Niby zdobyliśmy tyle samo medali, co w Atenach czy Pekinie, ale: po pierwsze - 10 medali to nie jest powód do dumy, a po drugie - chyba wszyscy kibice nie mogą się pozbyć uczucia wielkiego rozczarowania. Niestety, także w Trójmieście.

W Londynie sportowcy z Trójmiasta zdobyli medal w zaledwie jednej konkurencji (Przemysław Miarczyński w żeglarskiej klasie RS:X), a tak źle nie było od Atlanty i 1996 r. Co gorsze, zakończone wczoraj igrzyska były pożegnalnymi dla trójmiejskich gwiazd sportu, których startami pasjonowaliśmy się przez kilka, a nawet kilkanaście ostatnich lat. Za cztery lata w Rio de Janeiro Adam Korol nie popłynie już we wioślarskiej czwórce podwójnej, Sylwia Gruchała nie powalczy o swój trzeci olimpijski medal, a Mateusz Kusznierewicz, który od niedawna reprezentuje Gdańsk, nie pojedzie na swoje szóste igrzyska. Walkę o Rio deklaruje za to Anna Rogowska, ale czy warto? Co więcej, za cztery lata nawet nasz jedyny medalista z Londynu nie będzie mógł bronić brązu, bo w Rio nie będzie już ścigania na desce z żaglem, ale na desce z latawcem. Miarczyński, a także konkurujący z nim Piotr Myszka, szybko muszą się nauczyć kitesurfingu, ale w tej chwili nie sposób powiedzieć, czy będą w nim tak samo świetni.

Żeby było jasne - trudno mieć pretensje do Korola, Gruchały, Rogowskiej czy Kusznierewicza o ich występy w Londynie. Zrobili, co mogli, często dochodziła do tego jeszcze walka ze zdrowiem. Za te wszystkie lata, starty i medale należą im się wielkie podziękowania, ogromny szacunek i stałe miejsce w naszej pamięci. Ale pewna epoka trójmiejskich gwiazd sportu właśnie się skończyła i teraz trzeba zacząć otwierać nowy rozdział. Problem w tym, że nie będzie to proste. Nie sposób teraz wskazać, który z trójmiejskich sportowców, choćby z kadry na igrzyska w Londynie, jest naszą nadzieją na Rio. Może 18-letni sprinter Patryk Dobek, może 22-letnia judoczka Daria Pogorzelec, w między czasie objawi się pewnie ktoś nowy. Już teraz trzeba się jednak zastanowić, co robić, aby za cztery lata z Rio trójmiejscy sportowcy przywieźli więcej niż jeden medal. Albo - co gorzej - żeby po raz pierwszy od 1972 r. nie wrócili do Polski bez medalu.

Kto ma rację w wymianie zadań między Włoszczowską i Szurkowskim?
Włoszczowska
Szurkowski
Ile medali zdobędzie Polska?
Londyn 2012 czy Euro 2012?
igrzyska
piłka