Sport.pl

Niechciani w Lechii Gdańsk, jak radzą sobie teraz? Połowa z nich wciąż szuka nowych klubów

W trakcie poprzedniego sezonu i po jego zakończeniu z Lechii Gdańsk przepędzonych zostało ośmiu piłkarzy. Choć okienko transferowe w całej Europie zamknęło się o północy z piątku na sobotę, połowa z nich wciąż nie ma nowego klubu, a kilku znalazło angaż w zespołach cokolwiek egzotycznych. Zobacz jak potoczyły się losy gdańskich odrzuconych.

Paweł Kapsa (Olympiakos Nikozja)

Kapsa wolną rękę w poszukiwaniu nowego klubu dostał od Lechii w czerwcu 2011 roku, ale bez pracy pozostawał ponad pół roku i do połowy poprzedniego sezonu formalnie pozostawał piłkarzem biało-zielonych (w międzyczasie był m.in. na testach w Dynamo Drezno). W lutym 2012 Kapsa podpisał kontrakt z cypryjskim Alki Larnaka, gdzie trafił do prawdziwej wieży Babel. W kadrze zespołu poza Cypryjczykami znajdowali się m.in. piłkarze z Argentyny, Portugalii, Macedonii, Hiszpanii, Izraela, Brazylii, Rumunii, Bułgarii, Ghany, Serbii, Angoli, a nawet Haiti oraz Gwinei-Bissau! W barwach Alki Kapsa zagrał dziewięć meczów i przed obecnym sezonem zmienił klub. W startujących 1 września rozgrywkach cypryjskiej ekstraklasy występować będzie w Olympiakosie Nikozja.

Fred Benson (z lewej) Fred Benson (z lewej) Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Fred Benson (PEC Zwolle)

Z Lechią pożegnał się po rundzie jesiennej poprzedniego sezonu, jako jedno z największych rozczarowań całej ligi. Bez pracy pozostawał ponad pół roku, jednak lądowanie miał całkiem miękkie. W obecnym sezonie reprezentuje barwy beniaminka holenderskiej ekstraklasy (Eredivisie) PEC Zwolle.

Benson od początku sezonu jest podstawowym napastnikiem zespołu. W każdym z trzech meczów (1:1 z Rodą Kerkrade, 0:1 z Vitesse Arnhem oraz 1:1 z Utrechtem) wychodził w podstawowym składzie jako najbardziej wysunięty napastnik, ale prochu póki co nie wymyślił. Gola nie zdobył i w każdym z trzech meczów był zmieniany. Ciekawe czy cierpliwość do Bensona wyczerpie się w Zwolle równie szybko jak w Lechii.

Josip Tadić (w środku) Josip Tadić (w środku) Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Josip Tadić (Melbourne Heart FC)

Drugie po Bensonie największe rozczarowanie poprzedniego sezonu. Chorwacki napastnik jesienią nie zdobył dla Lechii nawet jednej bramki, rundę wiosenną spędził w rezerwach i po sezonie za porozumieniem stron rozwiązał kontrakt z gdańskim klubem.

Nowy zespół znalazł na drugim końcu świata. W najbliższym sezonie Tadić grać będzie w lidze australijskiej, w zespole Melbourne Heart FC. To bardzo młody klub, który powstał w 2008 roku, a w rozgrywkach zawodowej A-League, gra dopiero od dwóch sezonów (zajmował kolejno miejsca 8. i 6.). Tadić to być może - jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało - największa gwiazda w historii klubu, który przedstawiając sylwetkę piłkarza na oficjalnej stronie zupełnie przemilczał jego pobyt w Lechii. Przypomniano za to, że w przeszłości był zawodnikiem m.in. Bayeru Leverkusen, Arminii Bielefeld czy Grenoble.

Tadić powinien być pewniakiem do gry, niepokoić może go tylko fakt, że jednym z jego rywali do gry w ataku będzie pochodzący z Erytrei piłkarz o nazwisku Mebrahtu Gol-Gol. To musi być prawdziwa maszynka do strzelania bramek!

Ivans Lukjanovs Ivans Lukjanovs Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta

Ivans Lukjanovs (Metałurh Zaporoże)

Łotysz, który w Lechii występował przez trzy sezony, z gdańskim klubem rozstał się pod koniec maja (nie przedłużono z nim kontraktu). Nowego miejsca pracy szukał niemal trzy miesiące, aż w końcu 17 sierpnia podpisał kontrakt z przedostatnim klubem ligi ukraińskiej Metałurhem Zaporoże.

W nowych barwach Lukjanovs zadebiutował w miniony weekend w przegranym 1:2 meczu z Metałurhem Donieck. Łotysz zagrał od pierwszej minuty na pozycji, na której nie grał od bardzo dawna - najbardziej wysuniętego napastnika. W Lechii na szpicy grał tylko na samym początku swojej przygody z polską ligą, potem został przesunięty na skrzydło. Między innymi dlatego w 77 meczach zdobył raptem pięć goli. Jednak w Metałurhu liczą, że Lukjanovs przypomni sobie jak strzela się gole i pomoże wyciągnąć zespół z dna tabeli (po 7. kolejkach Metałurh ma zaledwie jeden punkt i fatalny stosunek bramek 3:15).

Luka Vucko (bez klubu)

Chorwacki obrońca występował w Lechii przez półtora sezonu. Przez długi czas był podstawowym obrońcą zespołu, ale po tym jak został odstawiony od drużyny przez poprzedniego trenera biało-zielonych Pawła Janasa postanowił przedwcześnie rozwiązać obowiązujący jeszcze przez rok kontrakt.

Vucko bardzo chciał zostać w polskiej lidze, mówiło się nawet o zainteresowaniu jego osobą mistrza Polski Śląska Wrocław, gdzie ostatecznie na jego pozycję trafili jednak Rafał Grodzicki oraz Tomasz Jodłowiec. Nic z tego nie wyszło, a sam Vucko do dziś nie znalazł sobie nowego klubu.

Kamil Poźniak (bez klubu)

Jeden z najdroższych transferów w historii Lechii, jego przyjście (zimą 2011 roku) kosztowało klub w sumie niemal milion złotych. Ówczesny trener Tomasz Kafarski wiązał z tym piłkarzem wielkie nadzieje, dlatego Poźniak podpisał aż 5-letni kontrakt! Przez półtora roku nie był jednak w stanie przebić się do składu zespołu i przed obecnym sezonem za porozumieniem stron rozwiązał umowę z klubem.

W poszukiwaniu nowego miejsca pracy wylądował na testach w zespole 3. Bundesligi Hansie Rostock. Jak przekonuje sam piłkarz radził tam sobie nieźle, ale kiedy tylko pojawiła się oferta z Widzewa postanowił natychmiast wrócić do Polski. W Łodzi trenował niemal przez tydzień, jednak nie doszedł do porozumienia z działaczami i znów został na lodzie.

Sergejs Kożans i kajak Sergejs Kożans i kajak Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Sergejs Kożans (bez klubu)

Łotysz przyszedł do Lechii razem z Lukjanovsem z tego samego klubu Skonto Ryga, razem też ze swoim rodakiem opuścił Gdańsk. Ostatni sezon w biało-zielonych barwach miał bardzo słaby, zagrał tylko w 14 meczach (jedenaście razy od pierwszej minuty), nic więc dziwnego, że ma obecnie duże problemy ze znalezieniem nowego klubu. Niewykluczone, że wyląduje tam skąd przyszedł do Lechii, czyli w Skonto.

Tomasz Dawidowski Tomasz Dawidowski Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Tomasz Dawidowski (bez klubu)

Wychowanek Lechii zaliczył nieudany powrót do swojego macierzystego klubu. Przez dwa sezony zdobył zaledwie dwie bramki, a swoją grą najczęściej irytował. Po zakończeniu rozgrywek klub postanowił nie przedłużać z nim kontraktu. Dawidowski do dziś nie znalazł nowego klubu i niewykluczone, że zdecyduje się nawet na zakończenie kariery.

Więcej o: