Sport.pl

'Szrot? z Lechii Gdańsk ruszył w świat. Australia, Białoruś, Węgry, Ukraina, a nawet ŁKS Łódź

W ciągu dwóch ostatnich sezonów z Lechią Gdańsk pożegnało się kilkunastu zawodników, z których większość była transferowymi niewypałami. Nie może więc dziwić, że byli piłkarze biało-zielonych mieli ogromne problemy ze znalezieniem nowych klubów. Teraz, o ile znaleźli pracę, grają na piłkarskiej prowincji. Zobacz gdzie wylądowali niektórzy ex-lechiści.
Aleksandr Sazankow (przy piłce) Aleksandr Sazankow (przy piłce) Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Aleksandr Sazankow (Dniepr Mohylew, II liga białoruska)

Przez dwa lata pobytu w Gdańsku Sazankow, niemal cały czas przebywał na zwolnieniu lekarskim, leczył jedną kontuzję za drugą. Zdołał rozegrać w barwach Lechii zaledwie 10 meczów (ani jednego w pełnym wymiarze czasu), uciułał raptem jedną bramkę. Dużo więcej wpadło do jego kieszeni (zarabiał 15 tys. euro miesięcznie), choć zespołowi nie dał praktycznie nic. 300 tys. euro za transfer plus kolejne ok. 360 tys. euro pensji (24 miesiące razy 15 tys. euro) plus odszkodowanie za wcześniejsze rozwiązanie kontraktu (miał obowiązywać trzy lata). W sumie gdański klub wydał na tego piłkarza ok. 3 milionów zł!

Lechia pozbyła się białoruskiego darmozjada we wrześniu tego roku. Było raczej pewne, że Sazankowa nie przygarnie żaden poważny zespół. Zdawał sobie z tego sprawę również sam piłkarz i skierował swoje kroki do klubu, którego jest wychowankiem, czyli Dniepru Mohylew.

Josip Tadić (w środku) Josip Tadić (w środku) Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Josip Tadić (Melbourne Heart, Australia)

W poprzednim sezonie miał strzelać dla Lechii dużo bramek, ale w 12 meczach do siatki rywali nie trafił ani razu. Z klubem pożegnał się już po kilku miesiącach i postanowił, że za ostatnie niepowodzenia odkuje się na drugim końcu świata. Wylądował w australijskim Melbourne Heart, w barwach którego zadebiutował w derbowym spotkaniu z Melbourne Victory. Gola nie zdobył, ale za to z trybun spotkanie oglądało ponad 42 tys. widzów. W polskiej lidze takiej publiki nie miał nigdy.

Ivans Lukjanovs Ivans Lukjanovs Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Ivans Lukjanovs (Metałurh Zaporoże, Ukraina)

Ukrainę ciężko rzecz jasna nazwać piłkarską prowincją, ale trzeba pamiętać, że tamtejsza ekstraklasa dzieli się na kasty. Najpierw są Szachtar Donieck i Dynamo Kijów, potem długo, długo nic, dalej Metalist Charków i Dnipro Dnipropietrowsk i znów długo, długo nic. Potem klasa średnia. A potem znowu przepaść i dopiero tam, gdzieś na samym dole tej hierarchii odnaleźć możemy nowy klub Lukjanovsa, czyli Metałurh Zaporoże.

Kamil Poźniak Kamil Poźniak Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Kamil Poźniak (ŁKS Łódź, I liga)

Poźniak zyskał w Gdańsku przydomek "milion złotych", gdyż tyle w sumie kosztowało jego sprowadzenie z GKS Bełchatów. W Lechii nie spłacił nawet promila tej sumy. Na boisku pojawiał się bardzo rzadko, na poważnie nie zaistniał nigdy. Po zakończeniu poprzedniego sezonu, na trzy lata przed upłynięciem kontraktu, rozwiązał go za porozumieniem stron i zaczął szukać klubu, w którym grał by więcej. Przebywał na testach w niemieckiej Hansie Rostock, Widzewie Łódź, Piaście Gliwice, aż w końcu pod koniec września wylądował w ŁKS Łódź.

Luka Vucko (bezrobotny)

Chorwat początek w Lechii miał całkiem przyzwoity, ale z upływem czasu spisywał się coraz gorzej i gorzej. Na pewno zostanie zapamiętany przez gdańskich kibiców, dzięki bramce na 2:2 w meczu z Arką Gdynia, która padła w 96 minucie meczu, ale głównie kojarzyć się będzie z niezdarnością i nieporadnością.

Poszukiwanie nowego klubu szło mu bardzo opornie, dopiero we wrześniu przygarnął go węgierski Pecsi MFC. Tam na debiut czekał ponad miesiąc, w końcu po 227 dniach bezczynności (w barwach Lechii po raz ostatni wystąpił 3 marca) zagrał w mało znaczącym meczu Pucharu Ligi. I na tym jego przygoda z węgierskim klubem praktycznie się zakończyła. Po kilku kolejnych tygodniach został z klubu pogoniony, a trener Pecsi MFC Attila Supka stwierdził na odchodne, że ?Vucko nie mógł wejść na odpowiednią orbitę, ale w sumie nie mogło być inaczej skoro ten zawodnik tak długo nie grał w piłkę. Kiedy go zatrudnialiśmy zdawaliśmy sobie sprawę jaka jest jego sytuacja, niestety przez trzy miesiące pobytu w naszym klubie nie zdołał osiągnąć zadowalającej dyspozycji, dlatego postanowiliśmy się pożegnać?.

Bedi Buval (Goztepe Izmir, II liga turecka)

On z Lechii odszedł już dwa lata temu, w międzyczasie grał w portugalskim Feirense, ale warto odnotować, że w obecnym sezonie, podobnie jak Sazankow i Poźniak, również gra na drugim szczeblu rozgrywek. Goztepe to klub z fanatycznymi kibicami, ale słabiutki sportowo. Czyli reprezentuje poziom adekwatny do umiejętności Buvala.

Sergejs Kożans (czarny strój) Sergejs Kożans (czarny strój) Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Sergejs Kożans (Szachtar Soligorsk, Białoruś)

Najdłużej szukał nowego klubu. Łotysz po opuszczeniu Lechii marzył, aby kontynuować karierę poza granicami swojego kraju, ale długo wydawało się będzie zmuszony powrócić do ojczyzny. Ostatecznie zahaczył się w zespole ligi białoruskiej Szachtarze Soligorsk. Wielki klub to nie jest, ale Łotysz przynajmniej będzie miał okazję aby zagrać przeciwko rewelacji obecnej edycji Ligi Mistrzów BATE Borysów.

Więcej o: