Sport.pl

Lechia Gdańsk filią Widzewa Łódź? Zobacz, kto ją tworzy

W 2012 roku Lechia Gdańsk przeżyła prawdziwy najazd piłkarzy, którzy do Gdańska trafili z Widzewa Łódź. Wszyscy ci gracze, z jednym wyjątkiem, szybko stali się wiodącymi postaciami gdańskiej drużyny, mający duży wpływ na grę całego zespołu. Jednak w piątkowym meczu z Widzewem, przeciwko swojej drużynie zgra najprawdopodobniej tylko jeden z nich. W drużynie z Łodzi zabraknie natomiast piłkarza, który przez ponad dwa sezony był filarem... Lechii. Zobacz, kto w Gdańsku tworzy kolonię jeszcze do niedawna łódzkich piłkarzy
Piotr Grzelczak Piotr Grzelczak Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Piotr Grzelczak

O Grzelczaku i Lechii zrobiło się głośno, na długo przedtem, zanim wychowanek Widzewa trafił do Gdańska. W sezonie 2010/2011 (najlepszym w dotychczasowej karierze Grzelczaka w ekstraklasie) w przedostatniej kolejce ligi napastnik łodzian zdobył gola właśnie w meczu przeciwko biało-zielonym. Bramka, zdobyta już w 4. minucie pozwoliła wówczas wygrać Widzewowi to spotkanie. Dla Lechii zaś oznaczała zamknięcie drogi do europejskich pucharów (przed meczem w Łodzi gdańszczanie byli na trzecim miejscu w tabeli, a ostatecznie po porażkach z Widzewem i Zagłębiem Lubin w ostatnim meczu rozgrywek sezon zakończyli dopiero na ósmej pozycji).

Pamiętna bramka była ósmym golem Grzelczaka w tamtym sezonie. Na jesień kolejnego napastnikowi Widzewa wiodło się już gorzej, bo dla łodzian trafił tylko dwukrotnie. Skromny dorobek zdobytych bramek nie zniechęcił jednak władz Lechii do sięgnięcia po zawodnika, który miał pomóc drużynie w walce o utrzymanie i uzdrowić kulejący wówczas atak biało-zielonych. Grzelczak trafił pod skrzydła Pawła Janasa (który prowadził go w Widzewie jeszcze w I lidze), ale napastnikowi ciężko było naprawić swoją skuteczność. Ostatecznie w barwach Lechii strzelił tylko jednego gola (w meczu z GKS Bełchatów w sezonie 2011/2012) i powoli tracił pozycję pewniaka do składu. W obecnych rozgrywkach trener Bogusław Kaczmarek bardzo rzadko sięga po Grzelczaka - łącznie wychowanek Widzewa w pięciu meczach ekstraklasy zagrał 172 minuty, a jedyne bramki, jakie w tym sezonie zdobył, strzelił w meczach Młodej Ekstraklasy i III-ligowych rezerw Lechii. W piątkowym meczu przeciwko swojej byłej drużynie znajdzie się najprawdopodobniej na ławce rezerwowych

Bartosz Kaniecki

Historia jego kariery może służyć niejednemu matematykowi jako klasyczny wzór sinusoidy. Kaniecki, podobnie jak Grzelczak jest wychowankiem Widzewa i od czasów juniorskich aż do sezonu 2009/2010 był wierny barwom łódzkiej drużyny. W 2007 roku udało mu się zadebiutować w ekstraklasie, zaliczając kilkanaście minut w meczu z GKS Bełchatów, kiedy na boisku zastąpił kontuzjowanego Bartosza Fabiniaka. Na kolejny mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej musiał jednak czekać dopiero do listopada 2010 roku. Kaniecki z miejsca został zauważony jako bramkarski talent, który docenił nawet selekcjoner reprezentacji Franciszek Smuda. Po miesiącu gry w ekstraklasie Kaniecki mógł ubrać reprezentacyjny dres na zgrupowaniu kadry w Turcji, choć w meczu biało-czerwonych z Bośnią i Hercegowiną ostatecznie nie zagrał ani minuty. I kiedy wydawało się, że kariera Kanieckiego nabierze tempa, bramkarz Widzewa zaliczył ostry zjazd w dół. Stracił miejsce między słupkami na rzecz Macieja Mielcarza i stał się w klubie graczem niepotrzebnym. Przy najbliższej nadarzającej się okazji pozbyto się Kanieckiego z Widzewa i upchnięto w pakiecie z Grzelczakiem do Lechii.

W Gdańsku Kaniecki szans na grę nie miał żadnych. W obliczu zajęcia pozycji dopiero czwartego golkipera w hierarchii (po Wojciechu Pawłowskim, Sebastianie Małkowskim i Michale Buchaliku) Kaniecki zdecydował się odejść na wypożyczenie do II-ligowego Bałtyku Gdynia. Zamiast jednak bić się o awans do I ligi Kaniecki wraz z Bałtykiem spadł do ligi III.

Po sezonie wrócił do Lechii właściwie po to, żeby się pożegnać, zdać sprzęt i ruszyć w świat szukać szczęścia. W pół kroku zatrzymał go jednak Bogusław Kaczmarek, a właściwie kontuzja Małkowskiego i słaba forma Buchalika. Kaniecki szybko odbudowywał formę i już w 6. kolejce był podstawowym bramkarzem Lechii. Bronił fantastycznie i wydawało się, że wreszcie znalazł się na fali wznoszącej. I po raz kolejny wiatr zawiał Kanieckiemu w twarz, a właściwie w rękę. W spotkaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała bramkarz Lechii doznał złamania kości łokciowej i do końca rundy jesiennej grać już nie będzie w stanie. Dlatego też w piątkowym meczu jeśli pojawi się na PGE Arenie, to wyłącznie w charakterze kibica.

Sebastian Madera z Lechii Gdańsk, jeszcze w barwach Widzewa Łódź Sebastian Madera z Lechii Gdańsk, jeszcze w barwach Widzewa Łódź Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Sebastian Madera

Madera swoją karierę zaczynał w małym klubie Orla Wąsosz, ale na szerokie piłkarskie wody wypłynął właśnie w Widzewie. Madera spokojnie wspinał się w hierarchii środkowych obrońców łódzkiego zespołu, aż w rundzie wiosennej sezonu 2010/2011 wywalczył sobie pewne miejsce w składzie Widzewa. W łódzkiej drużynie dał się poznać jako skuteczny defensor, a sam Zbigniew Boniek widział w nim kandydata do gry w reprezentacji Polski. W kolejnym sezonie grał jednak mało, a więcej niż o grze Madery mówiło się o jego konflikcie z trenerem Radosławem Mroczkowskim i kibicami Widzewa. Ostatecznie Madera został odsunięty od drużyny. Rękę po piłkarza wyciągnął jego były szkoleniowiec z Widzewa Paweł Janas, który ściągnął Maderę do Lechii. Wypożyczony do Gdańska obrońca zaczął od... wyleczenia kontuzji i gola samobójczego, zdobytego w meczu rezerw. Gdy jednak trafił do pierwszej drużyny to... w debiucie strzelił gola z GKS Bełchatów i z miejsca stał się graczem w Lechii niezastąpionym. Po sezonie Lechia z miejsca wykupiła Maderę z Widzewa na stałe. Od meczu w Bełchatowie w zeszłym sezonie (24. kolejka) do meczu z Legią Warszawa w obecnym (10. kolejka) Madera ZAWSZE wychodził w podstawowym składzie i tylko w jednym meczu musiał zejść przed 90 minutą (z powodu kontuzji w spotkaniu z Jagiellonią Białystok). Uraz, który odnowił mu się w meczu z Legią wykluczył go jednak z gry przeciwko Ruchowi Chorzów oraz... piątkowego meczu przeciwko Widzewowi.

Jarosław Bieniuk Jarosław Bieniuk Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Jarosław Bieniuk

W odróżnieniu od Grzelczaka i Kanieckiego Bieniuk był widzewiakiem "przyszywanym". Pierwsze piłkarskie kroki stawiał bowiem w Lechii, skąd w latach 90. ruszył na podbój piłkarskiej polski. Po ośmiu sezonach w Amice Wronki (z którą zdobył Puchar Polski) Bieniuk trafił w cieplejszy klimat - najpierw do tureckiego Antalyasporu, a potem do Omonii Nikozja na Cyprze. Na wiosnę 2009 roku zdecydował się jednak na powrót do Polski i wylądował właśnie w Widzewie. Jako doświadczony stoper Bieniuk pomógł drużynie w awansie do ekstraklasy w sezonie 2009/2010, będąc czołową postacią łódzkiego zespołu. Na dobrym poziomie grał również w najwyższej lidze. I choć Bieniuk ze swoich zadań piłkarskich wywiązywał się najczęściej bez zarzutu, to już klub wobec zawodnika niekoniecznie. Ze względu na zaległości finansowe "Palmer" rozwiązał kontrakt z Widzewem i... natychmiast został przygarnięty przez Lechię, a konkretnie przez trenera Kaczmarka, który jako juniora sprowadzał Bieniuka do biało-zielonych z Ogniwa Sopot. Doświadczony stoper po odcierpieniu kary za czerwoną kartkę w barwach Lechii zadebiutował (w wieku 33 lat!) w ekstraklasie w 2. kolejce obecnego sezonu w meczu z Pogonią Szczecin i od tego meczu ani na minutę nie wypadł ze składu. W ciemno można zakładać, że zagra w pierwszym składzie biało-zielonych także w piątek.

Widzew Łódź - Pogoń Szczecin 1:3. Marcin Kaczmarek z Widzewa Widzew Łódź - Pogoń Szczecin 1:3. Marcin Kaczmarek z Widzewa Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Marcin Kaczmarek

W odróżnieniu od Kanieckiego, Grzelczaka, Bieniuka i Madery Kaczmarek w swojej karierze obrał kierunek odwrotny - z Gdańska przenosząc się do Łodzi. Zanim jednak "Kaka" oczarował publiczność w mieście włókniarzy, najpierw ze swojego talentu korzystał na chwałę Lechii. Do Gdańska Kaczmarek przyszedł z Korony Kielce w 2008 roku i stał się podporą ówczesnego beniaminka ekstraklasy. Mały, zwinny, z dobrą techniką i silnym strzałem - z tych cech Kaczmarek dał się poznać w Lechii, gdzie najczęściej grywał jako lewy pomocnik, z czasem przekwalifikowany na lewego obrońcę. W rundzie jesiennej sezonu 2010/2011 Kaczmarek stracił jednak miejsce w składzie i aby mieć szanse na regularną grę zdecydował się przenieść do Łodzi. "Kaka" przystań znalazł w ŁKS, z którym awansował do ekstraklasy, by po rundzie jesiennej sezonu 2011/2012 przenieść się do lokalnego rywala, czyli Widzewa. W ekipie trenera Mroczkowskiego Kaczmarek odnalazł swoje miejsce na ziemi i jest pierwszoplanową postacią drużyny. Przeciwko Lechii w piątek jednak nie zagra, bo musi pauzować za cztery żółte kartki obejrzane w tym sezonie.

Paweł Janas Paweł Janas Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Paweł Janas

Lechię i Widzew łączy również osoba Pawła Janasa. Jako piłkarz Janas zaczynał swoją seniorską karierę właśnie w Widzewie, gdzie szybko zwrócił na siebie uwagę trener Kazimierza Górskiego, który dał mu szansę na debiut w reprezentacji Polski. Z Widzewem Janas rozstał się w 1977, kiedy trafił do Legii Warszawa. Do swojego pierwszego klubu Janas powrócił jednak po 32 latach i jako pierwszy trener awansował z łódzką drużyną do ekstraklasy. W czerwcu 2010 rozwiązał jednak umowę i niemal natychmiast przeniósł się do na fotel wiceprezesa Polonii Warszawa. Na ławkę trenerską wrócił we wrześniu 2010 zajmując miejsce szkoleniowca Polonii po zwolnionym Jose Mari Bakero. Z Polonii Janas przeniósł się do Bełchatowa, skąd po krótkiej i nieudanej przygodzie z GKS został wyrzucony 31 sierpnia 2011. Póki co ostatnim klubem, który Janas prowadził jako trener była właśnie Lechia, w której pracował od 17 grudnia 2011 do 30 czerwca 2012 roku, w tym czasie pomagając drużynie w utrzymaniu w ekstraklasie.

Więcej o: