Sport.pl

TOP 10 piłkarzy, którzy byli blisko Lechii Gdańsk, ale nigdy w niej nie zagrali [RANKING]

Przez ostatnie lata Lechia pozyskała w sumie kilkudziesięciu zawodników, jeszcze więcej piłkarzy pozostawało w tym czasie w orbicie jej zainteresowań lub przyjeżdżało do Gdańska na testy. Trojmiasto.sport.pl przygotowało listę 10 najlepszych zagranicznych piłkarzy, którzy byli blisko Lechii, ale nigdy w jej barwach nie zagrało. Zobacz nasz ranking.

10. Aleksandrs Cekulajevs (obecnie Lombard Papa, Węgry)

Łotysz na testy do Lechii przyjeżdżał w glorii najskuteczniejszego napastnika świata 2011 roku! Jako piłkarz estońskiego FC Narva Trans zdobył bowiem 46 goli w 35 meczach. Inna sprawa, że do ligi estońskiej, jak do żadnej innej w Europie, pasuje stwierdzenia "liga ogórkowa" (w tamtym sezonie ostatni zespół w tabeli - o dumnej nazwie Ajax - stracił aż 192 bramki!). Cekulajevs do Gdańska przyjechał w styczniu 2012 r., ale przeszedł chyba najkrótsze testy świata. Trener Paweł Janas do domu odesłał go po 45 minutach sparingowego meczu z Olimpią Grudziądz.

Łotysz poszukał więc szczęścia gdzie indziej. Najpierw grał w maltańskim klubie Valetta FC, gdzie w rundzie wiosennej sezonu 2011/12 zagrał w sześciu ligowych meczach i zdobył cztery bramki (dwie kolejne dołożył w Pucharze Malty). Przed obecnym sezonem przeszedł do węgierskiego Lombardu Papa, ale gra tam bardzo mało. Na boisku pojawił się raptem cztery razy (w sumie 87 minut) i gola póki co nie zdobył.

Ciekawostka: Podczas niesamowitego sezonu w FC Narva Trans, Cekulajevs miał serię czterech kolejnych meczów, w których zdobył w sumie 14 goli! Leo Messi się chowa.

9. Alexander Guruli (Dila Gori, Gruzja)

Reprezentant Gruzji (w sumie sześć występów) na celowniku Lechii znalazł się na początku 2012 roku. Lewy pomocnik przez kilka lat z powodzeniem grał w Karpatach Lwów, ale w sezonie 2011/12 w ukraińskim klubie zaczęło robić się dla niego za ciasno. Musiał więc poszukać sobie nowego miejsca pracy i pierwsze kroki skierował do Gdańska. Jednak warunki finansowe przedstawione przez Lechię nie zadowoliły Gruzina i podpisu pod kontraktem nie złożył. Potem pewnie trochę żałował, bo ostatecznie zmuszony był wrócić do ojczyzny, do klubu Dila Gori. Tam jest oczywiście podstawowym zawodnikiem, a jego zespół to obecnie druga siła w gruzińskim futbolu (za Dinamo Tbilisi).

Ciekawostka: ojcem Alexandra Guruli jest była gwiazda polskiej ligi Gija Guruli. Błyskotliwy pomocnik w latach 1990-92 grał w GKS Katowice, z którego został wytransferowany do francuskiego Le Havre. I tam również radził sobie znakomicie.

8. Arturas Rimkevicius (Siauliali, Litwa)

Litewski napastnik na testach w Lechii przebywał w czerwcu 2010 roku. Nie zdołał jednak przekonać do siebie trenera Tomasza Kafarskiego i ruszył dalej w poszukiwaniu nowego klubu. Nową przystań znalazł w Grecji, w Asterasie Tripolis, ale zupełnie tam nie zaistniał (sześć meczów, zero goli). Przez moment grał jeszcze w II lidze greckiej, jednak dopiero po powrocie na Litwę odzyskał skuteczność. Sezon 2012 miał rewelacyjny, we wszystkich rozgrywkach zdobył dla klubu Siauliali 39 goli w 33 meczach, regularnie grał również w reprezentacji Litwy.

Ciekawostka: Rimkevicius jest obecnie wolnym zawodnikiem i można wziąć go za darmo. Ciekawe czy w poszukiwaniu nowego klubu znów zapuka do drzwi z napisem "Lechia"?

7. Oleksandr Pyszczur (Obolon Kijów, Ukraina)

Gigantyczny napastnik z Ukrainy (197 cm wzrostu) był testowany przez Lechię w lipcu 2010 roku. W sezonie 2009/10 zdobył on 11 goli w lidze słowackiej (dla Rużomberoka) i wydawał się dla gdańskiego zespołu ciekawą opcją. W jednym ze sparingów strzelił nawet bramkę i ogólnie prezentował się przyzwoicie, jednak trener Tomasz Kafarski kręcił nosem i ostatecznie odesłał piłkarza do domu. I potem pewnie żałował bo Pyszczur miał dobry sezon 2010/11. Jako piłkarz Wołynia Łuck zdobył bowiem osiem goli w 17 meczach ukraińskiej ekstraklasy i pod tym względem niewiele ustępował gwiazdom tamtejszej ligi (np. Andrij Szewczenko z Dynama Kijów i Brazylijczyk Luiz Adriano z Szachtara Donieck zdobyli po 10 goli). Potem było już jednak dużo gorzej i obecnie Pyszczur gra tylko w II lidze ukraińskiej. W trwającym sezonie zdobył dla Obolonu Kijów cztery gole w 16 meczach.

Ciekawostka: w Rużomberoku kolegą klubowym Pyszczura był doskonale znany w Trójmieście Miroslav Bożok. Były piłkarz Arki Gdynia w naszym kraju gra do dziś (obecnie jest piłkarzem GKS Bełchatów), Ukraińca pewnie nigdy w polskiej lidze nie ujrzymy (ma on już 32 lata).

6. Matar Coly (Biel-Bienne, Szwajcaria)

Kiedy w sierpniu 2010 roku wysoki Senegalczyk przyjechał do Gdańska, jego menedżer Ryszard Szuster zapewniał, że to napastnik z wysokiej europejskiej półki. Coly był wówczas piłkarzem szwajcarskiego Young Boys Berno i miał już za sobą debiut w bardzo mocnej reprezentacji Senegalu. Od podpisania umowy z Lechią dzielił go właściwie tylko pozytywny wynik testów medycznych. Tylko i aż. Okazało się, że Coly ma kompletnie pogruchotane kolano i do gry na zawodowym poziomie zwyczajnie się nie nadaje. Do pełni zdrowia dochodził bardzo długo, na boisko - w barwach rezerw Young Boys - wrócił dopiero w maju tego roku, po niemal dwóch latach przerwy! Obecnie jest wypożyczony do II-ligowego Biel-Bienne i radzi sobie całkiem dobrze - w dziewięciu meczach zdobył dziewięć goli. Jeśli z jego kolanem wszystko będzie dobrze, być może wróci jeszcze na najwyższy poziom, choć czasu nie ma wiele. W listopadzie tego roku skończył bowiem 28 lat.

Ciekawostka: Coly zaliczył w swojej karierze epizod w lidze... Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W 2009 roku tamtejsza Al-Wahda zapłaciła za niego szwajcarskiemu Neuchatel Xamax aż 900 tys. euro! Jednak Senegalczyk grał w Azji tylko pół roku i szybko wrócił do Szwajcarii.

5. Renato Arapi (Skenderbeu Korce, Albania)

Albański lewy obrońca na testach w Lechii był aż dwukrotnie (w maju i czerwcu 2010 roku) i wypadł w nich naprawdę nieźle. Ówczesny trener Tomasz Kafarski ostatecznie zdecydował się na testowanego w tym samym czasie Vytautasa Andriuskeviciusa.

Arapi do dziś gra w lidze albańskiej. Obecnie jest piłkarzem Skenderbeu Korce, z którym dwukrotnie wywalczył mistrzostwo kraju i jest w połowie drogi ku kolejnemu triumfowi (na półmetku obecnego sezonu Skenderbeu jest liderem i ma 10 pkt przewagi nad drugim zespołem). Zadebiutował również w reprezentacji Albanii, w której do tej pory zagrał dwa razy, m.in. w wyjazdowym, przegranym 0:4 meczu z Argentyną (na zdjęciu, Arapi w walce z Leo Messim).

Ciekawostka: w sezonie 2010/11 klubowym trener Arapiego był Stanislav Levy, obecnie szkoleniowiec Śląska Wrocław.

4. Nildo (AZAL Baku, Azerbejdżan)

Brazylijski napastnik bardzo blisko Lechii był na początku tego roku (wówczas reprezentował barwy Bogdanki Łęczna). Kierownictwo klubu było już dogadane z jego menedżerem Ricardo Luizem, okazało się jednak, że wokół Nildo menedżerów kręci się kilku i trudno stwierdzić, który z nich jest najważniejszy. Na dodatek w międzyczasie wyszły na jaw historie, które świadczyły o tym, że Brazylijczyk, delikatnie rzecz ujmując, nie jest wzorem profesjonalisty. Ostatecznie Lechia zrezygnowała z tego transferu i wzięła Piotra Grzelczaka, który okazał się wielkim niewypałem.

Tymczasem Nildo trafił do Azerbejdżanu, gdzie bardzo przyzwoicie spisuje się w zespole AZAL Baku (7. miejsce w tabeli tamtejszej ekstraklasy). W 16 meczach zdobył osiem goli i na liście najlepszych strzelców ustępuje tylko Chlijczykowi Nicolasowi Canalesowi, którego zresztą trójmiasto.sport.pl poleca zespołowi Lechii.

Ciekawostka: w pierwszej dziesiątce najlepszych strzelców ligi azerskiej nie ma ani jednego Azera. Oprócz wspomnianych Chilijczyka i Brazylijczyka są w niej Malijczyk, kolejny Brazylijczyk, Marokańczyk, Argentyńczyk, Niemiec, Bośniak, Grek oraz Gruzin. Tuż za nimi sklasyfikowany jest były reprezentant Polski Marcin Burkhardt.

3. Enar Jaager (Aalesund, Norwegia)

Prawy obrońca, wielokrotny reprezentant Estonii, do Lechii przymierzany był na początku 2012 roku. W trakcie negocjacji doszło do kilku zwrotów akcji. Jaager narzekał, że Lechia zaproponowała mu zbyt niski kontrakt, z kolei klub nie był do końca zadowolony z wyników testów fizycznych i chciał przeprowadzić dodatkowe badania. Jednak w międzyczasie Estończyk dostał propozycję testów w Glasgow Rangers i natychmiast czmychnął do Szkocji. Tam mu się nie powiodło i na moment wrócił temat jego występów w Lechii, jednak do porozumienia znów nie doszło i sprawa ostatecznie upadła. A Jaager wciąż gra tam gdzie grał, czyli w norweskim Aalesund, z którym w poprzednim sezonie zajął w lidze 11. miejsce.

Ciekawostka: Jaager zagrał w reprezentacji Estonii już 90 razy, ale wciąż czeka na swoją pierwszą bramkę w narodowych barwach. Nieco skuteczniejszy jest w Aalesund: w 150 meczach (we wszystkich rozgrywkach) zdobył "aż" trzy gole.

2. Marti Riverola (Bologna, Włochy)

Wychowanek słynnej La Masii, choć w oficjalnym meczu Barcelony nigdy nie dane było mu zagrać u boku Messiego, Iniesty czy Xaviego. W sezonie 2011/12 stał się za to bardzo ważnym zawodnikiem drużyny rezerw, co najlepiej świadczy o jego umiejętnościach. A naprawdę niewiele brakowało by wspomniany sezon 2011/12 hiszpański pomocnik spędził w Lechii. Wszystkie szczegóły kontraktu były już ustalone, jednak w ostatniej chwili Riverola się rozmyślił i postanowił zostać w Barcelonie. Obecnie jest piłkarzem Bologny, ale nie ma we Włoszech łatwego życia. Do tej pory nie zagrał w ani jednym meczu ligowym, szansę dostał tylko w dwóch spotkaniach Pucharu Włoch. Piłkarzem jest jednak nietuzinkowym i prędzej czy później powinniśmy o nim usłyszeć.

Ciekawostka: Riverola zagrał jeden oficjalny mecz w pierwszym zespole Barcelony. Było to ostatnie spotkanie fazy grupowej Ligi Mistrzów sezonu 2011/12, Barca na Nou Camp podejmowała BATE Borysów. Trener Josep Guardiola posłał wówczas do boju niemal wyłącznie zawodników drużyny rezerw, a Riverola pojawił się na boisku w 80 minucie spotkania. Mecz zakończył się zwycięstwem Barcelony 4:0.

1. Alfred Finnbogason (Heerenveen, Holandia)

Absolutnie najlepszy z piłkarzy, którzy byli blisko Lechii, ale nigdy w niej zagrali. 21-letni wówczas Islandczyk był w kręgu zainteresowań gdańskiego klubu przed sezonem 2010/11. Trener Tomasz Kafarski był nawet na Islandii aby porozmawiać z zawodnikiem, oglądał również mecz z jego udziałem (grał wówczas w klubie Breidablik). Finnbogason miał kosztować ok. 100 tys. euro co absolutnie nie było ceną zaporową, ale piłkarz chciał dograć do końca sezon w lidze islandzkiej. Tymczasem Lechia potrzebowała napastnika od zaraz. Ostatecznie do transakcji nie doszło, a Finnbogason kilka miesięcy później był już zawodnikiem belgijskiego Lokeren. Tam radził sobie jednak średnio (sześć goli w 25 meczach). Jego gwiazda rozbłysła podczas wypożyczenia do szwedzkiego Helsingborga, dla którego zdobył w lidze 12 goli w 17 spotkaniach. Wówczas do Lokeren zgłosił się holenderski Heerenveen, gdzie trenerem jest obecnie legendarny Marco van Basten. Finnbogasson kosztował niecałe 500 tys. euro i można powiedzieć, że już spłacił się z nawiązką. W lidze zdobył 13 bramek w 15 meczach (w klasyfikacji strzelców ustępuje tylko Wilfriedowi Bony z Vitesse Arnhem - 16 goli), w Pucharze Holandii dołożył cztery gole w dwóch spotkaniach. Dokładnie takiego zawodnika od wielu lat brakuje w Lechii...

Ciekawostka: Finnbogason przyczynił się do wyeliminowania Śląska Wrocław z tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. W jednej z rund kwalifikacyjnych Helsingborg z Islandczykiem w składzie, wręcz zabawił się z mistrzem Polski (6:1 w dwumeczu), a jedną z bramek zdobył właśnie niedoszły piłkarz Lechii.

Więcej o: