Sport.pl

Byli, ale szybko się zmyli, czyli piłkarze-efemerydy w Lechii Gdańsk. Sprawdź, czy ich jeszcze pamiętasz

Efemeryda to z języka greckiego coś szybko przemijającego i znikającego. W klubach piłkarskich mianem efemerydy można określić zawodników, którzy nagle pojawiają się praktycznie znikąd, by po chwili równie szybko z klubu się ewakuować. Przykłady tego typu graczy można znaleźć również w Lechii Gdańsk. Trojmiasto.sport.pl przypomina nieco zapomnianych już graczy, którzy przez gdański klub przemknęli niczym wiatr i jedyne co po sobie pozostawili, to nie najlepsze wspomnienie

Frane Cacić

Chorwat kontrakt z Lechią podpisał przed rozpoczęciem sezonu 2008/2009, pierwszego od 20 lat, w którym gdańszczanie zagrali w ekstraklasie. Jego piłkarskie CV wyglądało bardzo przekonująco, bo widniały w nim takie kluby jak NK Zagrzeb, Hajduk Split czy NK Varteks. Swego czasu był również kapitanem reprezentacji młodzieżowej Chorwacji. Podobno o Cacicia wypytywała nawet kiedyś słynna Barcelona. Ostatecznie chorwacki defensywny pomocnik wylądował w Gdańsku i jak przekonywał ówczesny trener Lechii Dariusz Kubicki miał być królem środka pola, a swoją techniką powalić całą ekstraklasą na kolana.

W przypadku Cacicia jego kariera w Lechii skończyła się 45 minutach w ligowy meczu ze Śląskiem Wrocław i epizodach w Pucharze Ekstraklasy. Prezentował się fatalnie, głównie z powodu urazu kręgosłupa, który skutecznie zataił przed podpisaniem kontraktu z Lechią. Dopiero później wyszło na jaw, że przed przyjazdem do Gdańska przyjął ponad 100(!) zastrzyków, które umożliwiły mu jako takie funkcjonowanie. Lechia dość długo starała się rozwiązać kontrakt z piłkarskim inwalidą, a argumentując to faktem zatajenia przez Cacicia swojego urazu. Ostatecznie w maju 2009 roku sprawę wygrał Chorwat, który poskarżył się do PZPN. Piłkarska centrala stanęła po stronie piłkarza w sporze z klubem i kazała wypłacić mu blisko 100 tys. zł. Akurat wystarczy na kilka miesięcy piłkarskiej renty, za nieco mniej niż rok pobytu w Gdańsku.

Boris Radovanović

Kolejny chorwacki niewypał, który w świadomości kibiców Lechii może uchodzić za biało-zielonego komandosa, tak skutecznie zamaskował swój pobyt Gdańsku, że przez Lechię przemknął w zasadzie niezauważony przez nikogo. Radovanović przyszedł do klubu w tym samym okresie co Cacić i mimo, że na pierwszy rzut oka było widać, że w piłkę grać nie umie, to jednak zdecydowano się podpisać z nim kontrakt. Jego udział w sukcesach, ale i porażkach Lechii był na tyle znikomy, że przypomnienie sobie jego obecności w jakimś meczu Lechii jest nie lada sztuką. Oficjalne statystyki podają, że zagrał w ekstraklasie jedną(!) minutę w meczu przeciwko Odrze Wodzisław, a także kilka spotkań w rezerwach i Młodej Ekstraklasie. Radovanović w kadrze Lechii zasiedział się niczym komputerowy robak i trudno było go stamtąd wyplenić. Aż do sezonu 2009/2010, kiedy na stałe trafił do rezerw, a po rundzie jesiennej wreszcie opuścił Lechię na zawsze.

Ben Starosta

Do Lechii trafił w sierpniu 2008 roku, tuż przed zamknięciem okienka transferowego. Został wypożyczony na pół roku z Sheffield United. Klub szukał na gwałt prawego obrońcy (kontuzjowany był Paweł Pęczak), a ambitny młodzieżowy reprezentant Polski wydawał się idealnym kandydatem. Dla Starosty przyjście do Lechii i regularna gra w ekstraklasie miały mu utorować drogę do kadry Leo Beenhakkera.

Na ambitnych planach i marzeniach szybko się jednak skończyło, bo choć piłkarską karierę Starosta rozwijał na boiskach angielskich, to z twardością i nieustępliwością brytyjskich defensorów miał niewiele wspólnego. Starosta nie dość, że popełniał błędy w obronie, to miał jeszcze olbrzymie problemy kondycyjne. Łącznie w barwach Lechii zagrał w ekstraklasie w 11 meczach rundy jesiennej sezonu 2008/2009. Po tym okresie gdański klub nie zdecydował się wyłożyć dwóch milionów złotych, by wykupić piłkarza z angielskiego klubu. Starosta powrócił więc na Wyspy, ale jedynie w charakterze piłkarskiego turysty. Do Polski wrócił w 2011 roku i podpisał umowę z II-ligową Miedzią Legnica, z którą wywalczył awans do I ligi. W obecnym sezonie zagrał jednak tylko w trzech meczach, po czym rozwiązał kontrakt z klubem, skarżąc się na złe traktowanie ze strony trenera Bogusława Baniaka.

Olegs Laizans Olegs Laizans Fot. Renata D1browska / Agencja

Olegs Laizans

Laizans był trzecim Łotyszem (po Ivansie Lukjanovsie i Sergejsie Kożansie), który trafił do Lechii. Z całej tej trójki okazał się być najsłabszy, choć przed przyjściem do Gdańska chwalono go jako piłkarza, o "młotku w nodze" porównywalnym z tym, należącym do Robert Carlosa. Ostatecznie skończyło się na tym, że Laizans w barwach Lechii zagrał w ośmiu meczach ekstraklasy w rundzie wiosennej sezonu 2010/2011, po czym wrócił na Łotwę. W Polsce zjawił się ponownie na wiosnę poprzedniego sezonu, ale w ŁKS Łódź furory nie zrobił. Obecnie reprezentuje barwy rosyjskiego Jeniseju Krasnojarsk.

Aleksandr Sazankow (przy piłce) Aleksandr Sazankow (przy piłce) Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Aleksandr Sazankow

Najdroższy piłkarz Lechii, jeśli przeliczyć jego pensję na minuty spędzone na boisku. Za jego transfer we wrześniu 2010 roku gdański klub zapłacił ponad 300 tys. euro. Na utrzymaniu klubu białoruski napastnik przebywał ponad dwa lata, w tym czasie głównie przebywał na zwolnieniu lekarskim, lecząc kontuzjowane kolano. Trener Lechii Bogusław Kaczmarek przyznał zresztą, że to lekarze przetrącili piłkarską karierę Białrusina, w jego kolanie montując "śruby jak od gąsienicy w czołgu".

Sazankow w barwach Lechii rozegrał 10 meczów i strzelił jedną bramkę, w wygranym przez biało-zielonych meczu z Górnikiem Zabrze 5:1. Z Lechii odszedł dopiero we wrześniu 2012 roku z walizką pełną pieniędzy. Za dwa lata pobytu w biało-zielonym sanatorium zainkasował ok. 360 tys. euro oraz pokaźne odszkodowanie za wcześniejsze rozwiązanie kontraktu. Teraz Sazankow kopie piłkę w swojej ojczyźnie, w klubie którego jest wychowankiem ? Dnieprze Mohylew.

Marek Zieńczuk

Choć wychował się w Lechii Gdańsk, to tak naprawdę w ekstraklasie w biało-zielonych barwach nie zaistniał. Karierę Zieńczuk zrobił przede wszystkim w Amice Wronki i Wiśle Kraków. Z tymi dwoma klubami święcił swoje największe triumfy ? zdobywał mistrzostwo i Puchar Polski i grał w europejskich pucharach. Trafił także do pierwszej reprezentacji. Po nieudanej przygodzie w lidze greckiej w sezonie 2009/2010 Zieńczuk trafił jesienią sezonu 2010/2011 do Lechii Gdańsk. Najpierw dochodził do zdrowia po kontuzji kolana, a kiedy ostatecznie doszedł do siebie? to z Lechii go wyrzucono. W czasie swojego krótkiego pobytu Zieńczuk zdążył w barwach Lechii w ekstraklasie zagrać raptem trzy spotkania, w których na boisku spędził tylko 79 minut.

Szkoda, że sztabowi szkoleniowemu Lechii nie starczyło cierpliwości i tak szybko pozbyto się doświadczonego pomocnika z jego rodzinnego klubu. Zieńczuk odbudował formę w Ruchu Chorzów, gdzie trafił na wiosnę sezonu 2010/2011 i później pomógł drużynie prowadzonej wówczas przez Waldemara Fornalika wywalczyć w sezonie 2011/2012 srebrny medal mistrzostw Polski.

Kamil Poźniak Kamil Poźniak Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Kamil Poźniak

Od początku miał w Gdańsku pod górkę. Do Lechii trafił w przerwie zimowej sezonu 2010/2011 w wymianie za Pawła Buzałę. Gdańscy kibice liczyli, że Poźniak, na którego Lechia wydała w sumie milion złotych (Buzała + dopłata) będzie wart tych pieniędzy. Tym bardziej, że gdański klub podpisał z nim aż pięcioletni kontrakt. Już po kilku miesiącach okazało się, że Poźniak będzie w drużynie biało-zielonych kulą u nogi. Na wiosnę zagrał tylko w 12 meczach, w kolejnym sezonie tylko w czterech. Do jego umiejętności zaufania nie mieli ani Tomasz Kafarski, który był orędownikiem jego transferu, ani jego następcy - Rafał Ulatowski, Paweł Janas i Bogusław Kaczmarek. Ostatecznie po półtora sezonu Poźniak rozstał się z Lechią na dobre i swoją kolejną przystań znalazł w ŁKS Łódź.

Fred Benson Fred Benson Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Fred Benson

Czołowy strzelec zaplecza holenderskiej ekstraklasy (w RKC Waalwijk w 31 meczach strzelił 17 goli) był w Lechii witany z dużymi nadziejami. W sezonie 2011/2012 Lechia dzięki Bensonowi miała wreszcie nie mieć problemów ze zdobywaniem bramek. Tymczasem jak na złość, rzeczywistość okazała się być dla gdańskiego klubu brutalna. Benson miał co prawda moment swojej chwały i na zawsze wpisał się w historię Lechii jako strzelec pierwszego gola w historii na PGE Arenie, ale później jego blask szarzał coraz bardziej. Benson sprawiał wrażenie, jakby grał w piłkę od niechcenia, a wśród fanów biało-zielonych zyskał miano patentowanego lenia. Ostatecznie po 11 meczach rundy jesiennej Benson zwinął żagle i w te pędy wrócił do Holandii, gdzie osiadł w beniaminku Eredivisie PEC Zwolle.

Josip Tadić

Napastnik z przeszłością w Bundeslidze m.in. Bayerze Leverkusen w Lechii! Taki transfer mógł zrobić wrażenie. Tadić miał być w gdańskiej drużynie strażakiem, który po fatalnym początku sezonu 2011/2012 uratuje twarz biało-zielonej drużynie. Jego pierwszy mecz z Górnikiem Zabrze wypadł bardzo obiecująco i dawał nadzieję, że w kolejnych będzie jeszcze lepiej. Niestety, dobrego wrażenia z debiutu Tadić nie potwierdził w trakcie rundy jesiennej. Z 11 meczami na liczniku i zerowym dorobkiem bramkowym przegnano go z Lechii tuż po zakończeniu ubiegłego sezonu. Szkoda, że nie wcześniej.

Więcej o: