Sport.pl

Byli piłkarze Lechii Gdańsk zmieniają kluby jak rękawiczki. Na coraz słabsze

Wśród piłkarzy, którzy w ostatnim czasie odeszli z Lechii Gdańsk, sporą część stanowi grupa, która w nowym zespole zupełnie sobie nie radziła i musiała szukać nowego miejsca pracy. Zawodnicy ci zazwyczaj zmieniali kluby na gorsze, niektórzy wylądowali w II lidze. Oto jak przedstawiają się ich losy.
Ivans Lukjanovs Ivans Lukjanovs Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta

Ivans Lukjanovs (najpierw Metalurh Zaporoże, potem Volgar Astrachań)

Łotysz pożegnał się z Lechią w maju ubiegłego roku i trafił do najsłabszej drużyny ukraińskiej ekstraklasy - Metalurha Zaporoże. Tam, mimo, że jego zespół bił i dalej bije rekordy nieporadności (w 23 meczach nie odniósł nawet jednego zwycięstwo, zdobył tylko pięć punktów i raptem... sześć goli!), nie przebił się do składu - zagrał w zaledwie czterech meczach.

Po nowym roku rozpoczął więc poszukiwania nowego klubu. W pewnym momencie był bliski powrotu do polskiej ekstraklasy - do Polonii Warszawa - ale ostatecznie wylądował w rosyjskiej II lidze, w zespole Volgar Gazprom Astrachań. Drużyna ta ma swoją siedzibę w Azji (tuż przy granicą z Kazachstanem nad Morzem Kaspijskim) i w obecnym sezonie broni się przed spadkiem. W tej chwili zajmuje ostatnie miejsce w tabeli.

Lukjanovs ma już za sobą debiut w nowym zespole, w spotkaniu z Metallurgiem Nowokuźnieck pojawił się na boisku w 74 minucie. Jednak cały kolejny mecz przesiedział na ławce rezerwowych.

Sergejs Kożans i kajak Sergejs Kożans i kajak Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Sergejs Kożans (Szachtior Soligorsk, Sławija Mozyrz)

Kolejny Łotysz, który przez długi czas po odejściu z Lechii nie mógł znaleźć sobie nowego klubu. Kiedy już w końcu trafił do białoruskiego Szachtiora Soligorsk (aktualny wicemistrz kraju) nie rozegrał w jego barwach ani jednego meczu.

Przed sezonem 2013 (liga białoruska gra systemem wiosna-jesień) Kożans przeniósł się do dużo słabszej Sławiji Mozyrz. Na inaugurację zagrał całe 90 minut w przegranym 0:2 spotkaniu z Niemanem Grodno. Był to jego pierwszy oficjalny mecz po 11 miesiącach przerwy! W drugim meczu z BATE Borysow (porażka Sławiji 0:1) na boisku już się nie pojawił.

Bedi Buval (Feirense, Goztepe Izmir, Vejle Boldklub Kolding)

Największy obieżyświat ze wszystkich byłych i obecnych piłkarzy Lechii. W swojej karierze grał już w siedmiu krajach: we Francji, Anglii, Danii, Grecji, Polsce, Portugalii oraz Turcji.

Po odejściu z Lechii (lato 2010) Francuz wylądował w portugalskim Feirense, gdzie radził sobie całkiem przyzwoicie (dziewięć goli w 21 meczach). Potem było już jednak dużo gorzej. W kolejnym klubie - tureckim II-ligowcu Goztepe Izmir - w trzynastu meczach nie zdobył ani jednej bramki i już po jednym sezonie został bez żalu pożegnany. Po kilku miesiącach odnalazł się ponownie w II lidze - tym razem duńskiej. Od lutego tego roku Buval jest piłkarzem Vejle Boldklub i nawet zdobył już w nowych barwach jednego gola. Nie da się jednak ukryć, że z każdym kolejnym klubem zalicza ostry zjazd w dół.

W niedzielę Wilk zagra przeciw Lechowi w koszulce Lechii W niedzielę Wilk zagra przeciw Lechowi w koszulce Lechii Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Jakub Wilk (Lech Poznań, Żalgiris Wilno)

W Lechii Gdańsk grał tylko przez pół sezonu 2012/13, kiedy był wypożyczony z Lecha Poznań. W biało-zielonych barwach spisywał się przyzwoicie, szczególnie w końcówce rozgrywek kiedy zdobył arcyważne bramki na wagę utrzymania w ekstraklasie - w meczach z Śląskiem Wrocław oraz Legią Warszawa.

Po powrocie do Lecha nie zdołał przekonać do siebie trenera Mariusza Rumaka i po rundzie jesiennej dostał wolną rękę w poszukiwaniach nowego klubu. Sam Wilk przekonywał, że bardzo chciałby wrócić do Lechii, ale ostatecznie wylądował w litewskim Żalgirisie Wilno, gdzie spotkał m.in. znajomych z polskiej ekstraklasy - Kamila  Bilińskiego (w przeszłości Śląsk Wrocław) oraz Andriusa Skerlę (Korona Kielce, Jagiellonia Białystok).

Obecnie Wilk bliski jest podpisania umowy z rumuńskim Vaslui.

Luka Vucko (z lewej) Luka Vucko (z lewej) Fot. Grzegorz Dąbrowski / Agencja Gazeta

Luka Vucko (Pesci MFC, San Antonio Scorpions)

Z gdańskim klubem rozstał się w maju ubiegłego roku i bardzo długo szukał nowego miejsca pracy. W końcu we wrześniu zakotwiczył w węgierskim klubie Pecsi MFC. Wytrwał tam niecałe dwa miesiące, zagrał tylko w jednym oficjalnym meczu - w nic nie znaczącym Pucharze Ligi - i znów słuch o nim zaginął. Kiedy wydawało się, że Vucko na dobre zniknął z piłkarskiego firmamentu, niespodziewanie pojawił się na liście płac amerykańskiego San Antonio Scorpions - klubu North American Soccer League, czyli drugiej klasy rozgrywkowej (pierwsza to w pełni zawodowa Major Soccer League).

W ostatni weekend zadebiutował w nowych barwach, w zremisowanym 0:0 meczu z Minnesota United. Chorwat zagrał pełne 90 minut na swojej nominalnej pozycji środkowego obrońcy.

Kamil Poźniak Kamil Poźniak Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Kamil Poźniak (ŁKS Łódź, GKS Bełchatów)

Jedno z największych rozczarowań w historii gdańskiego klubu, choć kosztował blisko milion złotych. Przychodził z łatką wielkiego talentu polskiej piłki, odchodził jako piłkarz kompletnie przegrany. W Lechii grał mało i słabo, mimo 5-letniego kontraktu opuścił zespół już po półtora roku.

Potem szukał szczęścia na testach m.in. w niemieckiej Hansie Rostock (niemiecka III liga), Piaście Gliwice oraz Widzewie Łódź, ale ostatecznie musiał zadowolić się wegetacją w II-ligowym ŁKS Łódź. W rundzie jesiennej obecnego sezonu zagrał w jego barwach w raptem siedmiu meczach, zdobył jednego gola i szybko uciekł z tonącego okrętu (klub jest w tej chwili na skraju upadku).

Przygarnął go GKS Bełchatów, czyli klub, z którego Poźniak przyszedł do Lechii. Póki co gra tam w zespole Młodej Ekstraklasy.

Więcej o: