Lechia Gdańsk ma swój własny... szpital. Oni to mają pecha!

Sebastian Małkowski to w tym sezonie pechowiec nr 1 w Lechii Gdańsk. Z powodu kontuzji bramkarz straci całe rozgrywki (zagrał w nich... dwie minuty). Małkowski nie jest jednak pierwszym piłkarzem Lechii, którego prześladuje pech. Trojmiasto.sport.pl przypomina, którym graczom gdańskiej drużyny urazy mocno zahamowały kariery.

Sebastian Małkowski

Przed rozpoczęciem obecnego sezonu miał być nr 1 w bramce Lechii. Życie zweryfikowało jednak plany trenera i samego bramkarza.

W pierwszym poważnym meczu przeciwko Bogdance Łęczna w 1/16 finału Pucharu Polski Małkowski zerwał więzadła w kolanie i musiał pauzować całą rundę jesienną.

Do gry wrócił w zimowym okresie przygotowawczym i powoli dochodził do formy. Szansę na powrót do bramki dostał w meczu z Jagiellonią Białystok w 22. kolejce ekstraklasy. Na boisku wytrwał tylko dwie minuty, bo rozgrzewając się na początku meczu naderwał mięsień uda. W tym sezonie do gry już nie wróci.

Paweł Pęczak

Piłkarz, który przyczynił się do awansu Lechii do ekstraklasy, z powodu kontuzji nie miał szans, by w najwyższej klasie rozgrywkowej zaistnieć w gdańskiej drużynie.

Pierwszego urazu nabawił się tuż przed startem sezonu 2008/2009 i choć prawy obrońca Lechii robił wszystko, by wrócić do zdrowia, to na boisku w ekstraklasie w rundzie jesiennej się nie pojawił.

Po przepracowanym okresie przygotowawczym w zimie, na wiosnę Pęczak odzyskał miejsce w składzie, ale tylko na dwa mecze. W drugim swoim występie w meczu z Ruchem Chorzów naciągnął mięsień dwugłowy i znów czekało go kilka tygodni pauzy.

Pęczak zdążył jeszcze wrócić do składu Lechii na mecz z Odrą Wodzisław, ale był to jego ostatni występ w barwach Lechii.

Po tym spotkaniu z drużyny zwolniony został jej dotychczasowy trener Jacek Zieliński, a jego następca Tomasz Kafarski nie widział już dla Pęczaka miejsca w zespole. Po sezonie 2008/2009 Pęczak pożegnał się z gdańskim klubem.

Karol Piątek

Sezon 2009/2010 miał należeć do niego. Już w poprzednich rozgrywkach środkowy pomocnik Lechii był silnym punktem, a kolejne miały ugruntować jego pozycję jako lidera środka pola gdańskiej drużyny. Potwierdzeniem faktu, że Piątek był naprawdę w świetnej dyspozycji, był mecz na inaugurację sezonu z Arką Gdynia, w którym ówczesny kapitan Lechii zdobył dwa gole. W tym spotkaniu nabawił się jednak pozornie niegroźnej kontuzji kolana. Wydawało się, że pauza potrwa krótko, bo Piątek wrócił do składu Lechii po jednym meczu przerwy. Ale w kolejnym spotkaniu przeciwko Odrze Wodzisław uraz tylko się pogłębił. Piątek wypadł z gry na trzy miesiące i choć zdążył wrócić na końcówkę rundy jesiennej, to po wysokiej formie nie było już śladu.

Na wiosnę Piątek również zmagał się z drobniejszymi kontuzjami i zagrał tylko w trzech meczach w ekstraklasie i dwóch w Pucharze Polski. Po sezonie trener Kafarski uznał, że Piątek nie jest mu już potrzebny w zespole i piłkarz musiał pożegnać się z zespołem.

Vytautas Andriuskevicius Vytautas Andriuskevicius Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Vytautas Andriuskevicius

Litewski lewy obrońca początki w Lechii miał nie najgorsze. Andriuskevicius miał pewne miejsce w pierwszym składzie Lechii i wydawało się, że wyrośnie z niego jeden z lepszych defensorów ekstraklasy. Marzenia o świetlanej przyszłości wybił jednak Andriuskeviciusowi Mariusz Sacha z Cracovii, który brutalnie sfaulował Litwina w meczu szóstej kolejki sezonu 2010/2011. Andriuskevicius z uszkodzonymi więzadłami w rundzie jesiennej już nie zagrał i wrócił dopiero na spotkania wiosenne.

Dyspozycji z początku sezonu jednak nie utrzymał i jego pozycja w gdańskim zespole uległa pogorszeniu. Siłą rozpędu lewy obrońca Lechii zagrał jeszcze w pierwszej połowie sezonu 2011/2012, ale po nastaniu w gdańskim klubie rządów Pawła Janasa, a potem Bogusława Kaczmarka więcej meczów rozegrał w rezerwach i Młodej Ekstraklasie niż w pierwszym zespole. Na początku kwietnia 2013 roku Litwin rozwiązał swój kontrakt z Lechią i nową umowę podpisał w szwedzkim Djurgardens.

Aleksandr Sazankow (z lewej) Aleksandr Sazankow (z lewej) Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Aleksandr Sazankow

W Lechii mógł śmiało mieć przydomek "człowiek-kontuzja". Od początku jego pobytu w gdańskim klubie zmagał się z poważnym urazem kolana. Jeśli Białorusin tylko poczuł się lepiej na tyle, by wrócić do treningów i występów w ekstraklasie, to już za chwilę lądował w gabinecie lekarskim i na długie tygodnie był wyłączony z gry.

Dlatego też w sumie w ekstraklasie w barwach Lechii Sazankow w półtora sezonu na boisku przebywał przez zaledwie 207 minut. W 2012 ostatecznie rozstał się z gdańskim klubem i przeszedł do białoruskiego Dniepra Mohylew.

Levon Hajrapetian

Ormianin dość długo wymykał się kontuzjom i w sezonie 2010/2011 i 2011/2012 był pewnym punktem Lechii. Pech dopadł go na początku obecnego sezonu. Hajrapetian zdążył co prawda zagrać w trzech meczach biało-zielonych, ale we wrześniowym meczu eliminacji mistrzostw świata przeciwko Bułgarii doznał poważnej kontuzji zerwania więzadeł i do tej pory nie pojawił się na boisku.

Marko Bajić

Serb to częsty pacjent "szpitala im. Lechii Gdańsk".

Po raz pierwszy w gdańskiej drużynie poważnej kontuzji doznał w spotkaniu przedostatniej kolejki sezonu 2010/2011. Na boisku w Łodzi, w spotkaniu przeciwko Widzewowi, Bajić tak niefortunnie upadł, że zerwał więzadła w kolanie. Operacja i długotrwała rehabilitacja sprawiły, że w kolejnym sezonie na boisku pojawił się dopiero w rundzie wiosennej.

Za kadencji trenera Janasa serbski pomocnik Lechii odzyskał formę i pod koniec rozgrywek stał się ważną postacią w gdańskiej drużynie, która broniła się wówczas przed spadkiem z ekstraklasy.

W nowym sezonie, u trenera Kaczmarka, Bajić był odsunięty na boczny tor i ani razu nie znalazł się w meczowej osiemnastce. W meczach rezerw Lechii w trzeciej lidze i Młodej Ekstraklasie Bajić sygnalizował jednak, że warto na niego stawiać. Podczas jednego z treningów pech znów dał jednak znać o sobie. Serb zerwał ścięgno Achillesa, co automatycznie oznaczało koniec marzeń o powrocie do składu Lechii. Przedłużająca się rehabilitacja nie dawała nadziei na dojście Bajicia do pełni zdrowia w tym sezonie, dlatego też klub, jak i zawodnik podjęli decyzję o skróceniu obowiązującej do końca 2013 roku umowy piłkarza z Lechią.

Piłkarze Lechii Gdańsk z okazji dnia kobiet rozdawali paniom kwiaty i bilety na mecze Lechii. Z lewej Maciej Kostrzewa, z prawej Patryk Sobczak Piłkarze Lechii Gdańsk z okazji dnia kobiet rozdawali paniom kwiaty i bilety na mecze Lechii. Z lewej Maciej Kostrzewa, z prawej Patryk Sobczak Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Maciej Kostrzewa

Dla wychowanka Lechii sezon 2012/2013 miał być tym, w którym jego talent miał rozbłysnąć w pełnej okazałości. Według prognoz trenera Kaczmarka, Kostrzewa (na zdjęciu z lewej) był bardzo blisko tego, aby już na początku sezonu mieć pewne miejsce w wyjściowym składzie Lechii. Potwierdzały to mecze sparingowe biało-zielonych, w których Kostrzewa prezentował się naprawdę świetnie.

Aż do fatalnego meczu z Gryfem Wejherowo na obozie w Gniewinie tuż przed rozpoczęciem sezonu. Podczas starcia z jednym z rywali Kostrzewa zerwał więzadła, co zamknęło mu drogę do debiutu w ekstraklasie w rundzie jesiennej. Kostrzewa ciężko jednak pracował, by wrócić do zdrowia i formy i swojego celu dopiął - w meczu z Lechem w Poznaniu, w którym na boisku pojawił się w 68. minucie.