Sport.pl

Mateusz Bąk nie jest pierwszy. Kto jeszcze decydował się na powrót do Lechii Gdańsk?

Po dwóch i pół roku tułaczki po klubach, Mateusz Bąk zdecydował się na powrót do Lechii Gdańsk - klubu, w którym spędził większość swojej kariery i z którym pokonał szlak od A klasy do ekstraklasy. Czy powrót Bąka do Gdańska będzie szczęśliwy? Trojmiasto.sport.pl sprawdziło, jak wiodło się innym piłkarzom, którzy decydowali się na ponowne założenie biało-zielonej koszulki.
Grzegorz Król Grzegorz Król fot. Mateusz Ochocki / AG

Grzegorz Król

Gdy Król pojawił się w Lechii w połowie lat 90. z miejsca wróżono mu wielki talent. Zresztą nie bez powodu. Jako 17-latek zadebiutował w ekstraklasie w barwach Lechii/Olimpii i już w swoim pierwszym meczu zdobył bramkę w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław. Do dziś jest najmłodszym strzelcem gola dla biało-zielonych w ekstraklasie (zdobył bramkę w wieku 17 lat i 91 dni). Po tak świetnym starcie do profesjonalnej kariera przed Królem piłkarska Europa stała otworem. Młodym napastnikiem interesowały się Ajax Amsterdam i PSV Eindhoven. Ostatecznie Król za granicę nie wyjechał, ale po spadku Lechii/Olimpii z ekstraklasy szybko znalazł zatrudnienie w Amice Wronki, z którą odnosił swoje największe sukcesy - trzy razy zdobywał Puchar Polski i dwukrotnie Superpuchar. Król od pracy na treningach i doskonalenia swojego talentu wolał jednak hazard i alkohol, przez które zmarnował najlepsze lata swojej kariery. Po Amice Król wyruszył w podróż po Polsce i szukał szczęścia w innych klubach - Szczakowiance Jaworzno, GKS Bełchatów i Polonii Warszawa.

W 2006 roku zdecydował się powrót do grającej w ówczesnej II lidze Lechii, która podała rękę, będącemu na życiowym zakręcie piłkarzowi W rundzie wiosennej sezonu 2005/2006 zagrał w 17 meczach biało-zielonych, strzelając pięć goli. W kolejnym sezonie zagrał jednak tylko w ośmiu spotkaniach, strzelając jednego gola. W wrześniu 2006 roku został przyłapany na jeździe samochodem po pijanemu i karnie przesunięto go do zespołu rezerw. Tam miał pokazać, że zależy mu na grze w Lechii. Jednak kara nie wpłynęła na Króla, który nie potrafił pozbyć się nadwagi. Ostatecznie Lechia zdecydowała się na rozstanie z piłkarzem w styczniu 2007 roku.

Po pobycie w Lechii Król wyjechał na pół roku do Austrii. Wrócił szybko i znalazł zatrudnienie w Kmicie Zabierzów, a w 2008 w Starcie Otwock. W sezonie 2010/2011 Król grał jeszcze w Motławie Suchy Dąb (A klasa), po czym zdecydował się zawiesić buty na kołku.

Sławomir Wojciechowski

Wojciechowski to kolejny, obok Króla piłkarz, który w gdańskim klubie wypłynął na szerokie wody. Z Gdańska z którego odszedł w 1993 roku, przez występy w Zawiszy Bydgoszcz (1993 - 1994) i GKS Katowice (1995 - 1998) oraz półtora sezonu w szwajcarskim FC Aarau dostał się do samego Bayernu Monachium. Z Bawarczykami zdobył mistrzostwo i Puchar Niemiec, choć jego wkład w wywalczenie tych trofeów był nad wyraz skromny. Z Bayernu Wojciechowski odszedł w 2001 roku i po epizodach w Aarau a później w RKS Radomsko wydawało się, że jego kariera zmierza ku końcowi.

W 2004 roku "Wojciech" wrócił jednak do gry na starych śmieciach, czyli w IV-ligowej wówczas Lechii. Swoim doświadczeniem pomógł wywalczyć drużynie awans do III, a później i do II ligi. Z gdańskim klubem pożegnał się w 2007 roku, kiedy postanowił spróbować szczęścia w Viktorii Koeln, ale po sezonie gry w Niemczech wrócił do Polski do Olimpii Grudziądz. Od 2008 roku ponownie jest w Lechii, gdzie gra w zespole oldbojów biało-zielonych.

Tomasz Dawidowski Tomasz Dawidowski Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Tomasz Dawidowski

Dawidowski, podobnie jak Król, wybił się w Lechii jako młody piłkarz i który do Gdańska powrócił dopiero u schyłku swojej kariery. Lata świetności swojej przygody z piłką "Dawid" miał bowiem w Amice Wronki, z którą zdobył dwukrotnie Puchar Polski (w 1999 i 2000 roku). W 2004 roku Dawidowski przeszedł do Wisły Kraków, gdzie zamiast grać w piłkę, napastnik głównie leczył poważne kontuzje. Cztery razy zrywał więzadła w kolanach, przez co Dawidowski musiał 13 razy kłaść się pod nóż chirurga. Przez blisko pięć lat pobytu w Krakowie, Dawidowski zagrał jedynie w 14 spotkaniach ekstraklasy.

Aż wreszcie w 2009 roku zdecydował się na powrót do Lechii, gdzie strzelił swoją pierwszą od sześciu lat bramkę w ekstraklasie. "Dawid" w Lechii nie odbudował swojej formy na tyle, by stać się pewnym punktem zespołu. Zamiast zdobywać gole bardziej skupiał się na próbach wymuszania rzutów karnych i seryjnie kolekcjonował żółte kartki. W sumie w 39 spotkaniach od momentu powrotu do Gdańska strzelił tylko dwie bramki. Po raz ostatni w barwach Lechii na boisko wybiegł w sezonie 2011/2012 i po jego zakończeniu w wieku 34 lat zdecydował się na przejście na sportową emeryturę.

Marek Zieńczuk

Zieńczuk w swojej karierze przeszedł podobną drogę co Dawidowski. Z Lechii odszedł w 1999 roku, skąd trafił do Amiki Wronki, a w 2004 do Wisły. W odróżnieniu od Dawidowskiego Zieńczuk w Wiśle był czołową postacią "Białej Gwiwazdy", z którą trzy razy zdobywał mistrzostwo Polski. W sezonie 2009/2010 spróbował swoich sił w greckiej Skodzie Xanthi, ale bez większych sukcesów w kolejnym sezonie trafił do Polski. Po swojego byłego piłkarza sięgnęła Lechia, gdzie Zieńczuk długo miejsca nie zagrzał. Najpierw dochodził do zdrowia po kontuzji, a gdy wykurował się na tyle, by występować na boisku, to od trenera Tomasza Kafarskiego nie dostawał szans na grę. Zieńczuk na boisko w biało-zielonej koszulce pojawił się tylko w trzech meczach w końcówce rundy jesiennej sezonu 2010/2011. Na wiosnę przeniósł się do Ruchu, gdzie wrócił do pełni formy i pomógł "Niebieskim" wywalczyć wicemistrzostwo Polski w sezonie 2011/2012.

Rafał Kosznik (z lewej) Rafał Kosznik (z lewej) Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

Rafał Kosznik

Kosznik w Lechii pojawił się w rundzie wiosennej sezonu 2005/2006. Lewy obrońca trafił do Gdańska z Kaszubii Kościerzyna i wraz z biało-zielonymi w sezonie 2007/2008 świętował awans do ekstraklasy. Kosznik, w debiutanckim sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej był wyróżniającym się zawodnikiem gdańskiej drużyny, co zaowocowało ofertą złożoną przez Omonię Nikozja. Za 100 tys. euro Kosznik przeniósł się z Lechii na Cypr, ale w Omonii nie dane było mu zagrać ani jednego meczu. Na wiosnę 2010 roku Kosznik wrócił więc do Lechii (za darmo), ale w niczym nie przypominał piłkarza sprzed dwóch lat. Jego pobyt w Lechii trwał więc kilka miesięcy, w ciągu których Kosznik zagrał raptem pięć spotkań w ekstraklasie i wraz z końcem sezonu pożegnał się z klubem. Na dwa i pół sezonu przeniósł się do I-ligowej Warty Poznań, a stamtąd w 2013 roku do GKS Bełchatów. W drużynie, która w minionych rozgrywkach walczyła o utrzymanie w ekstraklasie Kosznik znów pokazał, że drzemią w nim spore umiejętności. Świetna runda wiosenna w jego wykonaniu nie pozwoliła jednak na uratowanie ekstraklasy dla GKS Bełchatów.

Jarosław Bieniuk Jarosław Bieniuk Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Jarosław Bieniuk

Bieniuk w barwach Lechii w ekstraklasie zadebiutował dopiero... w sezonie 2012/2013 w wieku 33 lat. Z Lechii odszedł bowiem w 1998 roku, gdy biało-zieloni grali w III lidze. Po odejściu z Gdańska Bieniuk zakotwiczył w Amice Wronki (1998 - 2006), skąd odszedł do tureckiego Antalyasporu. Po półtorej sezonu na tureckich boiskach i półrocznym pobycie w Omonii Nikozja Bieniuk powrócił do kraju i zatrudnienie znalazł w I-ligowym Widzewie Łódź. Z Widzewem awansował do ekstraklasy (sezon 2009/2010) i grał w nim w dwóch kolejnych sezonach w ekstraklasie. Z powodu zaległości finansowych łódzkiego klubu Bieniuk zdecydował się rozwiązać kontrakt z Widzewem i wrócić do rodzinnego Gdańska. W minionym sezonie w barwach Lechii zagrał w 29 meczach ekstraklasy. W każdym z nich wychodził w podstawowym składzie.

Paweł Buzała Paweł Buzała Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Paweł Buzała

Wychowanek Sparty Złotów w Lechii zjawił się w 2006 roku, do której przeszedł z poznańskiego Lecha. "Buzi" od samego początku wywoływał w kibicach biało-zielonych skrajne emocje. Jedni byli pod wrażeniem jego olbrzymiego zaangażowania, drudzy ganili za marnowane sytuacje podbramkowe. Jednak nawet sceptyczni wobec Buzały fani Lechii musieli docenić jego występy w sezonie 2007/2008, kiedy jego 10 goli przyczyniło się do awansu gdańszczan do ekstraklasy. Na najwyższym szczeblu Buzale wiodło się średnio, a najlepszy jego okres gry w ekstraklasie w barwach Lechii to runda jesienna sezonu 2010/2011, kiedy w 14 meczach pomocnik Lechii zdobył cztery gole i grał na naprawdę przyzwoitym ekstraklasowym poziomie.

Po zakończeniu rundy jesiennej Buzała zdecydował się na zmianę otoczenia. - Uznałem, że dla własnego rozwoju warto coś zmienić - mówił piłkarz, który zdecydował się na przejście do GKS Bełchatów. Tam spędził dwa sezony i trudno powiedzieć, żeby w tym czasie dokonał się przełom w jego karierze. Buzała w 2013 roku postanowił więc bez żalu opuścić Bełchatów i swoje kroki skierował w stronę w Lechii. Piłkarz nie ukrywał radości z powrotu do klubu, który według jego słów ma pierwsze miejsce w jego sercu. Swoją pierwszą rundę po powrocie do Gdańska "Buzi" miał jednak dość przeciętną. W 14 meczach strzelił dwie bramki.

Bogusław Kaczmarek będzie jednym z gości kursu profesjonalnego scoutingu piłkarskiego IPSO Bogusław Kaczmarek będzie jednym z gości kursu profesjonalnego scoutingu piłkarskiego IPSO Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Bogusław Kaczmarek

Jego powrót do Lechii był wielkim zaskoczeniem. Jako następców Pawła Janasa, który pożegnał się z klubem po zakończeniu sezonu 2011/2012, wymieniano wielu szkoleniowców, ale ani razu nie padło nazwisko Kaczmarka. "Bobo" wrócił więc do Lechii po 20 latach przerwy (opuścił drużynę w 1992 roku w II lidze). Jak sam przyznał, podjęcie pracy w Lechii było spełnieniem jego wieloletnich marzeń i miało być uwieńczeniem bogatej kariery trenerskiej. W Gdańsku Kaczmarek miał przebudować drużynę, odzyskać jej gdańską tożsamość i promować najbardziej utalentowanych młodych graczy biało-zielonych. Swoją misję "Bobo" planował rozłożyć w czasie, nie tracąc jednak z pola widzenia dobrego wyniku sportowego. Kaczmarek na stanowisku trenera Lechii wytrwał jednak tylko sezon. Drużyna pod jego wodzą zajęła ósme miejsce w ekstraklasie i w 30 meczach wywalczyła 38 punktów. Po zakończeniu rozgrywek "Bobo" został przez zarząd klubu zwolniony ze swojej funkcji, a jego następcą został Michał Probierz.