Oczarowania i rozczarowania Lechii Gdańsk w pierwszej rundzie rozgrywek. Tych drugich więcej

Po pierwszej rundzie rozgrywek ekstraklasy T-Mobile Ekstraklasy Lechia Gdańsk zajmuje 10. miejsce w tabeli ekstraklasy. Po dobrym początku, w dalszej części sezonu biało-zieloni mocno zawodzili, dlatego w naszym podsumowaniu więcej będzie rozczarowań niż oczarowań.
Piłkarze Lechii są o krok od pierwszej Piłkarze Lechii są o krok od pierwszej "8" Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Lechia w pierwszej rundzie sezonu 2013/14

Zaczniemy od przyjemniejszej części, czyli oczarowań. Wyróżniliśmy dwóch piłkarzy oraz jedno wydarzenie. Rozczarowań było w sumie aż pięć.

Przy piłce Paweł Dawidowicz Przy piłce Paweł Dawidowicz Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Oczarowanie nr 1 - Paweł Dawidowicz

18-latek z impetem wkroczył w świat dorosłej piłki. Zawodnik, który w zeszłym sezonie biegał po III-ligowych boiskach w Dębnicy czy Drawsku Pomorskim i potykał się z rówieśnikami w Młodej Ekstraklasie, zupełnie nie przestraszył się rywalizacji w T-Mobile Ekstraklasy. Trener Michał Probierz postawił na niego od początku sezonu i się nie zawiódł. Dawidowicz był absolutnie podstawowym zawodnikiem zespołu (czternaście meczów w pierwszym składzie, nie zagrał tylko raz - z powodu nadmiaru żółtych kartek) i poza słabszą końcówką, cały czas utrzymywał równą i wysoką formę.

Świetną postawę "Hieny" dostrzegła sama Borussia Dortmund, która od dłuższego czasu obserwuje wychowanka Sokoła Ostróda. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, będzie to największe transferowe wydarzenie w historii gdańskiego klubu.

Piotr Grzelczak Piotr Grzelczak Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Oczarowanie nr 2 - Piotr Grzelczak

Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że w Lechii nie ma już dla niego miejsca. Teraz jest najlepszym strzelcem zespołu, mało tego w całej ekstraklasie nie ma piłkarza, który zdobywa tak efektowne bramki.

Odrodzenie Grzelczaka zaczęło się od towarzyskiego meczu z Barceloną, której były piłkarz Widzewa strzelił efektowną bramkę. Potem znajdował drogę do bramki rywala w meczach z Pogonią Szczecin, Zawiszą Bydgoszcz, Koroną Kielce, Zagłębiem Lubin oraz Śląskiem Wrocław.

W swoim najlepszym sezonie w ekstraklasie (sezon 2010/11) "Grzelu" zdobył osiem goli. Teraz ma ogromną szanse aby poprawić ten wynik.

Tłumy kibiców podczas meczu z Górnikiem Zabrze Tłumy kibiców podczas meczu z Górnikiem Zabrze Fot. Kacper Suchecki

Oczarowanie nr 3 - frekwencja na meczu z Górnikiem Zabrze

Podczas meczu 6. kolejki z Górnikiem Zabrze okazało się, że jeśli są wyniki, na PGE Arenę mogą przychodzić tłumy. Mecz na podwójnym szczycie ekstraklasy (Lechia i Górnik zajmowały wówczas ex aequo 1. miejsce w tabeli) obejrzało dokładnie 24 276 widzów. To trzeci wynik w historii PGE Areny podczas spotkania ligowego - więcej kibiców przyszło tylko na inaugurację obiektu z Cracovią (34 444) oraz spotkanie z Lechem Poznań w sezonie 2011/12 (24 997).

Niestety, wraz z coraz gorszymi wynikami zespołu (seria ośmiu meczów bez zwycięstwa!) frekwencja leciała na łeb na szyję. Anty-rekord padł podczas meczu z Koroną Kielce (9608), marniutkim zainteresowaniem cieszył się też mecz ze Śląskiem Wrocław (12 365).

W sumie w pierwszej rundzie rozgrywek Lechia miała czwartą frekwencję w lidze. Średnio mecze biało-zielonych na PGR Arenie oglądało 14 742. Więcej kibiców ogląda spotkania Lecha Poznań (21 186), Legii Warszawa (15 781) oraz Wisły Kraków (15 341).

Przy piłce Adam Pazio Przy piłce Adam Pazio Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Rozczarowanie nr 1 - Adam Pazio

Pazio miał zasypać wielką dziurę jaka w ostatnich latach wykopywana była na lewej stronie obrony przez piłkarzy, którzy albo nie błyszczeli umiejętnościami (Vytautas Andriuskevicus), albo zapomnieli w Gdańsku jak się gra w piłkę (Piotr Brożek), albo ustawiani tam byli z konieczności, choć lepiej czuli się w innych sektorach boiskach (Levon Hajrapetjan czy Jakub Wilk). Jednak póki co Pazio dziury zasypać nie potrafił, mało tego jeszcze ją pogłębił.

Piłkarz, który przed sezonem przyszedł z Polonii Warszawa miał kilka niezłych momentów, jednak ogólnie prezentował się słabiutko. W środku rundy trener Probierz próbował zastąpić go Christopherem Oualembo (o nim więcej za chwilę), ale skutki były opłakane. Lechia póki co jest więc skazano na Pazio. Pytanie czy jest on w stanie na tyle podnieść swój poziom, żeby wystawianie go w podstawowym składzie nie było koniecznością, ale świadomym wyborem szkoleniowca.

Christopher Oualembo (przy piłce) Christopher Oualembo (przy piłce) Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Rozczarowanie nr 2 - Christopher Oualembo

Kolejny ananas z boku defensywy - tym razem z jej prawej strony (choć Kongijczyk, z miernym skutkiem, próbowany był też na lewej obronie). Tylko w dwóch ostatnich meczach - z Zagłębiem Lubin i Śląskiem Wrocław - Oualembo popełnił aż pięć kardynalnych błędów, z których każdy mógł się zakończyć golem dla rywala. Na szczęście dla Lechii bramka padła tylko w jednej z tych sytuacji (Abwo w meczu z Zagłębiem).

Kongijczyk ma ogromne problemy z czytaniem gry, braki taktyczne, często zachowuje się też nieodpowiedzialnie, by nie rzec beztrosko. Aż dziw bierze, że w tym tygodniu klub przedłużył z nim kontrakt aż do czerwca 2017 roku. Na jakiej podstawie? Trudno dociec.

Widzew - Lechia 4:1 Widzew - Lechia 4:1 Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Rozczarowanie nr 3 - gra defensywna

Początek sezonu był pod tym względem wręcz znakomity, a duet środkowych obrońców Sebastian Madera - Jarosław Bieniuk jawił się jako jeden z najlepszych w lidze. Czar prysł szybko, a zespół Lechii nawiedziły stare demony, które można zawrzeć w haśle ?3 x brak? - brak konsekwencji w kryciu przy stałych fragmentach, brak determinacji we własnym polu karnym, brak zdecydowania w przerywaniu akcji rywala.

Po przesunięciu Deleu do pomocy, jedyny pewny punktem defensywy jest w tej chwili Madera. Kroku próbuje dotrzymać mu Rafał Janicki, choć jego postawa to niemal zawsze audiotele - mecze świetne przeplata z tragicznymi. O bocznych obrońcach już pisaliśmy. Na dodatek błędy w defensywie popełniają też piłkarze z innych formacji, np. w ostatnim meczu ze Śląskiem gole dla wrocławian zdobywali zawodnicy, za których mieli odpowiadać Piotr Grzelczak oraz Patryk Tuszyński.

Poprawa tego elementu gry to w najbliższym czasie zdecydowanie jedno z najważniejszych zadań trenera Probierza.

Adam Duda Adam Duda Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Rozczarowanie nr 4 - Adam Duda

Może nie jest to wielkie rozczarowanie, ale takie mini-rozczarowanie na pewno. Duda był w poprzednim sezonie jednym z najefektywniejszych strzelców ekstraklasy - na zdobycie jednej bramki (w sumie strzelił ich pięć) potrzebował średnio 132 minuty (lepszy pod tym względem był tylko... Abdou Razack Traore, który w połowie sezonu odszedł z Lechii do tureckiego Gaziantepsporu).

Duda w sierpniu przedłużył kontrakt z Lechią do czerwca 2016 roku i choć nikt nie oczekiwał po nim cudów, to jednak wydawało się, że zaliczy jakiś progres. Płonne nadzieje. Co prawda napastnik Lechii nie dostał od trenera Probierza zbyt wielu szans (tylko cztery mecze), ale kiedy już grał to zawodził. Szczególnie w meczu z Widzewem Łódź, w którym zmarnował trzy doskonałe sytuacje do zdobycia gola. Jedyny pocieszeniem może być dla niego fakt, że w poprzednim sezonie wszystkie bramki zdobył w rundzie rewanżowej. Czy teraz ?Duduś? znów się obudzi?

Od lewej: udziałowiec większościowy Lechii Andrzej Kuchar, prezes Bartosz Sarnowski oraz szef skautingu klubu Roman Kaczorek Od lewej: udziałowiec większościowy Lechii Andrzej Kuchar, prezes Bartosz Sarnowski oraz szef skautingu klubu Roman Kaczorek Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Rozczarowanie nr 5 - strategia klubu

Rozczarowanie ostatnie, ale zdecydowanie najważniejsze. Po słabym sezonie 2012/13 zabrakło ucieczki do przodu, odważnych decyzji, które popchnęły by klub w kierunku innej rzeczywistości. Lechia, jako organizacja, od kilku lat stoi w miejscu, popada w coraz większy marazm. Lekiem na całe zło miało być zatrudnienie majstra Probierza, ale został on kierownikiem budowy, na której brakuje i wykwalifikowanych specjalistów i porządnych materiałów. Na dodatek deweloper (pierwszy z lewej Andrzej Kuchar) bardziej myśli o oszczędzaniu, niż inwestowaniu.

W tej sytuacji budowla postawiona przez Probierza wytrzymała tylko kilka kolejek, choć początkowo sprawiała wrażenie bardzo solidnej. Teraz musi klecić z tego co jest. Czy to wystarczy aby na koniec sezonu zająć 5. miejsce (taki cel kierownictwo klubu postawiło przed sezonem)? Bardzo wątpliwe.