Sport.pl

Startowali w wielki świat z Lechii. Jak radzili sobie po powrocie do Polski?

W ostatnich latach w Lechii zaczynało poważne kariery wielu młodych polskich piłkarzy, którzy potem kontynuowali ją w klubach zagranicznych. Wszyscy prędzej czy później wracali do Polski. Ostatnim przykładem jest Wojciech Pawłowski, który przez najbliższe miesiące grać będzie w Śląsku Wrocław. A jak radzili sobie po powrocie jego poprzednicy? Trojmiasto.sport.pl przypomina kilku z nich.

Rafał Kosznik

Jego pobyt za granicą, w cypryjskiej Omonii Nikozja (sezon 2008/09), okazał się kompletną klapą. Mało tego po powrocie do Polski nie mógł się odnaleźć przez ponad trzy lata - najpierw na krótko wrócił do Lechii, a potem 2,5 sezonu spędził w I-ligowej Warcie Poznań. Zwrot sytuacji nastąpił na poczatku 2013 roku kiedy przeszedł do GKS Bełchatów. Tam spisywał się świetnie i po kilku miesiącach był już zawodnikiem Górnika Zabrze, a pod koniec roku zadebiutował w reprezentacji Polski! A to wszystko w wieku 30 lat. Przykład Kosznika najlepiej pokazuje, że nieudany pobyt za granicą nie oznacza końca świata

Marek Zieńczuk

Wychowanek Lechii za granicę wyjechał zdecydowanie za późno - w wieku 31 lat. W greckiej Skodzie Xanthi kariery nie zrobił i po roku wrócił do Polski. Najpierw postanowił wrócić do korzeni, ale w Gdańsku tak naprawdę nie dostał prawdziwej szansy. Zupełnie niespodziewanie odżył w Ruchu Chorzów, gdzie wciąż prezentuje się bardzo solidnie i pomimo, że ma już 35 lat nie myśli o zakończeniu kariery.

Sebastian Mila Sebastian Mila Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Sebastian Mila

Kolejny przykład byłego piłkarza Lechii, który po kompletnie nieudanej przygodzie w ligach zagranicznych (Austria Wiedeń oraz norweska Valerenga), znakomicie odnalazł się w ojczyźnie. A konkretnie w Śląsku Wrocław, z którym jako lider i kapitan zespołu zdobył niemal wszystkie krajowe trofea, z tym najważniejszym na czele - mistrzostwem Polski w sezonie 2011/12. To jeden z najlepszych powrotów do polskiej ligi w całej historii.

Legia Warszawa - Lechia Gdańsk 0:1. Jarosław Bieniuk (z prawej) Legia Warszawa - Lechia Gdańsk 0:1. Jarosław Bieniuk (z prawej) Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Jarosław Bieniuk

Zagraniczna przygoda Bieniuka, w tureckim Antalyaspor, była całkiem udana. Przez dwa sezony był podstawowym zawodnikiem zespołu i spisywał się bardzo solidnie. Swój równy wysoki poziom utrzymuje również od momentu powrotu do ligi polskiej. Zarówno w Widzewie Łódź, jak i teraz w Lechii, niemal cały czas był podstawowym zawodnikiem. Dopiero w końcówce rundy jesiennej obecnego sezonu Bieniuk po długim czasie usiadł na ławce rezerwowych

ŁKS - Lechia Gdańsk 0:0. Marcin Mięciel ŁKS - Lechia Gdańsk 0:0. Marcin Mięciel Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Marcin Mięciel

To z kolei przykład piłkarza, który po powrocie do Polski już tylko odcinał kupony od sławy. W zagranicznych klubach spisywał się całkiem nieźle, szczególnie w Grecji (Iraklis Saloniki, PAOK Saloniki). Nieco gorzej poszło mu w Bundeslidze (Borussia Moenchengladbach oraz VfL Bochum), ale i tak znaleźć można dziesiątki zawodników, którym na zachodzie poszło dużo, dużo gorzej. Do Polski wrócił w wieku 34 lat, więc siłą rzeczy prochu nie wymyślił. Jeszcze trzy sezony pokopał piłkę na poziomie ekstraklasy - najpierw w Legii Warszawa, potem w ŁKS Łódź - i zakończył karierę.

Grzegorz Szamotulski

To przypadek zupełnie odosobniony, gdyż "Szamo" do polskiej ligi wracał w sumie aż razy! Ale tylko jeden z tych powrotów miał miejsce w szczycie kariery i był bardzo udany. Szamotulski po zaledwie rocznym pobycie w PAOK Saloniki, najpierw wylądował na krótko w Śląsku Wrocław, a potem przez trzy sezony z powodzeniem bronił w Amice Wronki.

Dwa kolejne powroty (do Jagiellonii Białystok z Hibernian FC i Korony Kielce z DAC Dunajska Streda) były dużo mniej udane, ale wówczas wychowanek Lechii znajdował się już u schyłku swojej niezwykłej kariery. Niezwykłej, bo przez 20 lat zaliczył w sumie aż 18 klubów - 10 polskich i osiem zagranicznych.

Wojciech Pawłowski

Z Lechii wyjeżdżał przed półtora roku do Włoch jako jeden z najzdolniejszych bramkarzy młodego pokolenia. Jednak ani w Udinese, ani w zespole Latina Calcio - gdzie został wypożyczony przed obecnym sezonem - nie zagrał w ani jednym oficjalnym meczu! Teraz ma się odbudować w Śląsku Wrocław. Przykład Sebastiana Mili pokazał, że to może być dobry kierunek.

Więcej o: