Sport.pl

Dziesięć naj... Lechii w sezonie zasadniczym ekstraklasy. Od Probierza do Balaja

Piłkarze Lechii Gdańsk sezon zasadniczy rozgrywek ekstraklasy zakończyli na 8. miejscu, dzięki czemu po podziale tabeli na dwie części zagrają w grupie mistrzowskiej. Trojmiasto.sport.pl przygotowało zestawienie dziesięciu naj... Lechii sezonu zasadniczego.
Michał Probierz Michał Probierz Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Najczęściej powtarzane zdanie - Probierz o stawianiu na młodzież

Michał Probierz poprowadził Lechię w 27 ligowych meczach. Oznacza to, że co najmniej 54 razy (przed każdym spotkaniem i zaraz po nim) wygłosił zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: - My tu naprawdę stawiamy na młodzież i rzeczywiście to robimy, a nie tylko mówimy.

Probierz stawiał na tą młodzież i stawiał, aż w końcu został zwolniony. Teraz stawia na młodzież w Jagiellonii Białystok.

Piotr Grzelczak Piotr Grzelczak Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Największy bombardier - Piotr Grzelczak

Pomocnik Lechii (rzadziej napastnik) ze wszystkich piłkarzy biało-zielonych oddał zdecydowanie najwięcej strzałów - 67. 24 z nich było celnych co przełożyło się na siedem goli. W zdecydowanej większości pięknych. Drugi w tej klasyfikacji był Piotr Wiśniewski (50 strzałów), ale obu lechistom daleko do Marco Paixao ze Śląska Wrocław, który uderzał w kierunku bramki aż 115 razy! Prawdziwy rewolwerowiec.

Z prawej Paweł Dawidowicz Z prawej Paweł Dawidowicz Fot. Pawel Malinowski / Agencja Gazeta

Największy brutal - Paweł Dawidowicz

18-latek bez kompleksów wszedł w dorosły świat ekstraklasy i od razu zaznaczył swój teren. A każdy kto zapuścił się w jego rejony musiał być przygotowany na twarde zderzenie z rzeczywistością. Dawidowicz (na zdjęciu z prawej) w kolizję z piłkarskim prawem nie wchodził może przesadnie często, bo czymże jest jego skromne 46 fauli, wobec 87 przewinień Dariusza Łatki (Podbeskidzie Bielsko-Biała), ale był w swoich działaniach konkretny. Zobaczył bowiem aż dziewięć żółtych kartek, co oznacza, że na dodatkową karę zasługiwał co piąty jego faul.

Jednak niedoścignionym "mistrzem" w tym fachu pozostaje Adam Kokoszka ze Śląska, który na 11 żółtych kartek zapracował raptem 30 faulami. To się nazywa skuteczność!

Paweł Buzała (z lewej) Paweł Buzała (z lewej) Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Najbardziej wyrywny - Paweł Buzała

Na pytanie, który piłkarz Lechii najczęściej łapany był na spalonym, bez problemu odpowiedział by każdy 5-letni kibic biało-zielonych obudzony w środku nocy. "Buzi" choć zagrał w zaledwie 15 meczach, zawieruszył się za linią obrony aż 20 razy. Cóż, taki jego urok i sposób gry. Sir Alex Ferguson powiedział kiedyś, o Filippo Inzaghim, że "ten chłopak urodził się na spalonym". Przy zachowaniu wszelkich proporcji, Buzała to taki gdański "Pippo".

Najbardziej niezłomny - Sebastian Madera

Tylko trzech piłkarzy Lechii spędziło na boisku ponad 2000 minut. Byli nimi Deleu (2053), Paweł Dawidowicz (2168) oraz zdecydowanie najwytrwalszy ze wszystkich biało-zielonych Sebastian Madera (2340). Stoper Lechii (na zdjęciu z lewej) wystąpił w 26 meczach, za każdym razem od pierwszej do ostatniej minuty. Trzy spotkania opuścił z powodu urazów, jedno pauzując za kartki.

Na drugim biegunie znalazł się Łukasz Kacprzycki (obecnie wypożyczony do Wisły Płock), który spędził na boisku... siedem minut.

Najkonkretniejszy - Patryk Tuszyński

Napastnik Lechii dał o sobie znać dopiero wiosną, ale za to odpalił z grubej rury. Zdobył sześć goli, na co potrzebował 30 strzałów. Co ciekawe tylko 11 z nich było celnych, kiedy więc już Tuszyński trafiał w bramkę, niemal zawsze pachniało golem. Najwięcej celnych strzałów oddał wspomniany już rewolwerowiec ze Śląska Marco Paixao (48, z czego padło 16 bramek), ale najbardziej konkretny był napastnik Pogoni Szczecin Marcin Robak - 37 celnych strzałów, 20 goli.

Bartosz Kaniecki Bartosz Kaniecki fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta

Największy pechowiec - Bartosz Kaniecki

Miał silną konkurencję w postaci innego bramkarza Sebastiana Małkowskiego, ale ponieważ ten już pożegnał się z gdańskim klubem, postawiliśmy na Kanieckiego.

Cały jego pobyt w Gdańsku naznaczony jest pechem. W październiku 2012 roku podczas meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała został przez rywala tak mocno kopnięty w łokieć, że do pełnej sprawności tak naprawdę powrócił dopiero po niemal 12 miesiącach (w międzyczasie zdołał zagrać w dwóch ligowych spotkaniach, ale uraz szybko się odnowił). Tegoroczną wiosnę zaczął jako pierwszy bramkarz Lechii, ale wytrwał na posterunku tylko dwa mecze. Na początku trzeciego - z Wisłą Kraków - podczas wykopywania piłki nabawił się kontuzji, która znów wyeliminowała go z gry na długie miesiące. Czy kiedykolwiek wróci do bramki biało-zielonych dziś trudno przewidzieć.

Daisuke Matsui Daisuke Matsui Fot. Jan Kowalski / Agencja Gazeta

Najpiękniejsza akcja - pięta Buzały, pięta Matsui, strzał Buzały

Dziś aż trudno sobie wyobrazić, że przez dużą część sezonu w Lechii rządził duet Daisuke Matsui (na zdjęciu) - Paweł Buzała. Ten pierwszy kopie teraz piłkę w japońskiej II lidze, ten drugi niemal całą wiosnę miał straconą z powodu kontuzji i teraz próbuje przekonać do siebie nowego trenera Ricardo Moniza. Jednak akcja jaką ta dwójka przeprowadziła w meczu z Cracovią (4. kolejka) będzie pamiętana przez lata. Buzała pietą do Matsui, Matsui pietą do Buzały, Buzała w okienko bramki Pilarza. No po prostu stadiony świata!

Mecz Lechii Gdańsk z Piastem Gliwice oglądało tylko 7705 widzów Mecz Lechii Gdańsk z Piastem Gliwice oglądało tylko 7705 widzów Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Najsmutniejsze wydarzenie - frekwencja na meczu z Piastem Gliwice

W meczu 28. kolejki po raz pierwszy w historii ligowych występów Lechii na PGE Arenie, na trybunach pojawiło się mniej niż 8 tys. widzów - dokładnie 7705. A na oko było ich jeszcze dobrych kilka setek mniej (oficjalnie podawana jest liczba osób uprawnionych do wejścia na stadion). Oby ten smutny rekord nie został już nigdy "poprawiony".

Największy przyjaciel - Bekim Balaj

Napastnik Jagiellonii Białystok zapewnił Lechii awans do grupy mistrzowskiej. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry meczu ostatniej kolejki z Piastem Gliwice, miał na głowie piłkę meczową (na zdjęciu). Gdyby skierował ją do pustej bramki z odległości trzech metrów, biało-zieloni przygotowywali by się dziś do potyczek z Widzewem i Podbeskidziem. Dzięki uprzejmości Albańczyka, który przycelował w słupek, na PGE Arenę po raz drugi w tym sezonie przyjadą Legia, Lech i Wisła, a Lechia wciąż ma - przynajmniej w teorii - szanse na zakwalifikowanie się do europejskich pucharów.

Więcej o: