Sport.pl

Sadajew nie jest jedyny. Dołączy do 'klubu antysnajperów'?

Klub 'antysnajperów' Lechii Gdańsk może wkrótce powiększyć się o jeszcze jednego członka. Do niechlubnego grona napastników spod znaku 'im strzelać nie kazano' nieuchronnie zbliża się Zaur Sadajew, który jak dotąd nie strzelił dla Lechii ani jednej bramki. Trojmiasto.sport.pl przypomina byłych ofensywnych piłkarzy biało-zielonych, którzy mieli nie mniejsze niż Rosjanin trudności z trafieniem do siatki rywali.
Ivans Lukjanovs Ivans Lukjanovs Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Ivans Lukjanovs

Łotysz do Lechii trafił przed rozpoczęciem sezonu 2009/2010. Lukjanovs do Gdańska przychodził z łatką nie byle jakiego snajpera, bo w rundzie wiosennej sezonu 2008/2009 w lidze łotewskiej strzelił dla Skonto Ryga 15 goli w 14 meczach. Swoich umiejętności strzeleckich Łotysz nie udowodnił jednak w polskiej ekstraklasie, dlatego w Lechii ze środkowego napastnika z biegiem czasu przekwalifikowano go na skrzydłowego. Na swojego pierwszego gola Lukjanovs musiał czekać blisko cztery miesiące od debiutu w biało-zielonych barwach (swój pierwszy mecz Łotysz rozegrał przeciwko Arce Gdynia 31 lipca 2009 roku, a pierwszą bramkę zdobył w meczu rewanżowym obu zespołów 25 listopada 2009). W tym sezonie Lukjanovs trafił do siatki rywali jeszcze tylko raz - w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław. Następne rozgrywki zakończył również z mało imponującym dorobkiem dwóch bramek strzelonych Widzewowi Łódź i Legii Warszawa. W sezonie 2011/2012, ostatnim w barwach Lechii, strzelił tylko jednego gola, którego wbił Jagiellonii Białystok. W sumie Lukajnovs w barwach gdańskiego zespołu zdobył pięć bramek przy łącznym czasie gry 5683 minut. Daje mu to "zabójczą" wręcz średnią jednego gola strzelanego co 1136 minut, czyli mniej więcej raz na 13 meczów.

Bedi Buval Bedi Buval Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta

Bedi Buval

Kolejnym piłkarzem, który w gdańskim zespole nie ujawnił swojego instynktu rasowego snajpera był Bedi Buval (grał w Lechii w sezonie 2010/2011). Francuz początek miał co prawda imponujący, bo w swoich trzech pierwszych spotkaniach (dwóch ligowych i jednym w Pucharze Polski) strzelił Cracovii, Górnikowi Zabrze w Pucharze i Legii Warszawa trzy gole. Buvala zaczęto wtedy nawet porównywać do jego słynnego rodaka Thierry?ego Henry, wskazując nie tylko na ich pochodzenie (rodzice Hnery?ego tak samo jak Buvala pochodzą z Martyniki i Gwadelupy), ale również na talent do zdobywania goli. Szybko okazało się jednak, że były to miłe złego początki, bo do końca swojego pobytu w Lechii Buval nie zdobył już ani jednego gola i po zakończeniu sezonu odszedł z zespołu. Stało się to zresztą w atmosferze skandalu, bo Buval oskarżył klub o sfałszowanie jego podpisu na aneksie skracającym jego kontrakt w Gdańsku. Biorąc pod uwagę 1696 minut spędzonych przez Buvala na boisku i dwa gole w ekstraklasie, daje mu to średnią bramki strzelanej co 848 minuty.

Aleksandr Sazankow Aleksandr Sazankow Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta

Aleksandr Sazankow

W tym samym czasie co Buval do Lechii trafił także Sazankow, sprowadzony do Gdańska za całkiem niemałą kwotę, bo za 300 tys. euro, które Lechia musiała zapłacić Dynamu Mińsk. Gdański klub Sazankowa zatrudnił w ostatnim dniu okienka transferowego, co potem odbiło się Lechii mocną czkawką. Piłkarza przed podpisaniem z nim kontraktu nie poddano szczegółowym testom medycznym, które z pewnością wykazałyby, że Sazankow nadaje się do każdej innej profesji, ale nie do gry w piłkę. Jego kolano było w fatalnym stanie, dlatego też Białorusin częściej niż na boisku przebywał na stole operacyjnym, a później w gabinetach rehabilitacyjnych. W przerwach w leczeniu udało mu się kilkakrotnie pojawić na meczu Lechii i to nie tylko w charakterze kibica, a nawet strzelić jednego gola - w meczu z Górnikiem Zabrze 25 września 2010 roku. Ta data godna jest zapamiętania, bo później Sazankow nie strzelił już dla Lechii ani jednej bramki - ani w sezonie 2010/2011, ani w kolejnych rozgrywkach. Trzeba mu jednak oddać, że w sumie na boisku spędził tylko 207 minut. Sazankow odszedł z gdańskiego klubu na początku września 2012 roku.

Fred Benson Fred Benson Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Fred Benson

Po nieudanych eksperymentach z Lukjanovsem, Buvalem i Sazankowem w sezonie 2011/2012 postawiono na Holendra Freda Bensona. Piłkarz, który na zapleczu holenderskiej ekstraklasy strzelał bramkę w praktycznie co drugim spotkaniu (17 goli w 31 meczach w RKC Waalwijk) miał znacząco podnieść jakość gry ofensywnej biało-zielonych. Podobnie jak Buval zaczął w dobrym stylu, bo już w swoim drugim występie (mecz przeciwko Cracovii) strzelił bramkę. To trafienie przeszło do historii, bo gol Bensona to pierwsza bramka, jaką zdobyto w oficjalnym meczu na PGE Arenie. Benson nie poszedł jednak za ciosem i więcej swoim "kunsztem strzeleckim" kibiców Lechii już nie uraczył, choć w sumie w biało-zielonych barwach rozegrał 613 minut. Z Lechią rozstał się dość szybko, bo już na początku 2012 roku.

Josip Tadić Josip Tadić Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Josip Tadić

Kiedy w Lechii szybko zorientowano się, że Benson zbawcą gdańskiej ofensywy nie będzie, jeszcze przed zamknięciem letniego okienka transferowego w 2011 roku sprowadzono do drużyny kolejnego napastnika. Tym razem wybór padł na Josipa Tadicia. Chorwat miał całkiem bogate CV, bo w swojej karierze zdobywał trzykrotnie mistrzostwo i puchar swojego kraju z Dinamem Zagrzeb. Najlepszy był dla niego sezon 2007/2008, kiedy w 27 meczach w barwach Dinama zdobył 11 bramek. Jednak na to, by po strzelonej bramce kibice Lechii mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko Tadić się w Gdańsku nie doczekał. Choć zagrał w 11 spotkaniach (w sumie na boisku przebywał 713 minut) to nie zdobył dla gdańskiej drużyny ani jednego gola! Wiosną sezonu 2011/2012 został w Lechii odstawiony na boczny tor (zagrał jeden mecz w III-ligowych rezerwach klubu, oczywiście bez gola), a po zakończeniu sezonu bez żalu pożegnany.

Zaur Sadajew

Rosjanin do Lechii trafił w przerwie zimowej sezonu 2013/2014 na zasadzie wypożyczenia z Tereka Grozny. W zgodnej opinii ekspertów ma prawie wszystko, czego potrzebuje napastnik z prawdziwego zdarzenia - siłę fizyczną, szybkość i dobre umiejętności techniczne. Brakuje mu tylko jednego czynnika, który uczyniłby z Sadajewa napastnika kompletnego - skuteczności. W swojej profesjonalnej karierze piłkarskiej (w większości spędzonej w Tereku, a w sezonie 2012/2013 w Beitarze Jerozolima) strzelił tylko dziewięć goli. W Lechii póki co swojego mało imponującego dorobku nie powiększył, choć okazji miał ku temu sporo. Jak do tej pory licznik Sadajewa w Lechii wskazuje 0 goli przy 377 minutach na boisku.

Więcej o: