Naj Naj Naj Lechii Gdańsk w 2014 roku

Koniec starego roku i początek nowego to idealny czas na różnej maści wspomnienia, remanenty i podsumowania. Trojmiasto.sport.pl przyjrzało się minionym 365 dniom w Lechii Gdańsk i wybrało dziewięć momentów godnych zapamiętania.

Najlepszy mecz: Lechia - Lech 16 maja 2014

To był zdecydowanie najlepszy mecz biało-zielonych w 2014 roku. Drużyna prowadzona przez Ricardo Moniza rzutem na taśmę zakwalifikowała się do pierwszej ósemki w tabeli po sezonie zasadniczym i w rundzie finałowej rywalizowała w grupie walczącej o mistrzostwo Polski. Nikt nie podejrzewał, że po dość mizernej rundzie wiosennej Lechia w ligowym play-off będzie biła się o podium ekstraklasy. A jednak to biało-zieloni na finiszu sezonu rozdawali karty i zabierali punkty faworytom. Przekonał się o tym Lech, który przed meczem z Lechią mógł mieć jeszcze cień nadziei na dogonienie Legii Warszawa w wyścigu o tytuł mistrzowski. Na drodze drużyny Mariusza Rumaka stanęli jednak gdańszczanie z kapitalnym tego dnia Zaurem Sadajewem, którego dwa gole dały wygraną Lechii 2:1 (bramkę dla Lecha strzelił Mateusz Możdżeń). Biało-zieloni grali odważnie, dynamicznie i z polotem, a do tego byli skoncentrowani w defensywie i nie pozwolili na rozwinięcie skrzydeł "Kolejorzowi". Spotkanie tych drużyn było naprawdę godnym miana "ekstraklasowego". Szkoda, że w następnych kolejkach lechiści tylko zremisowali z Zawiszą Bydgoszcz i Wisłą Kraków, przez co stracili szansę na znalezienie się w pierwszej trójce ligi na koniec sezonu. I szkoda, że takich meczów jak z Lechem było w 2014 roku jak na lekarstwo.

Najgorszy mecz: Podbeskidzie - Lechia 29 listopada 2014

Patrząc na "wyczyny" graczy Lechii w meczu z Podbeskidziem można było zadać sobie pytanie, czy to jest jeszcze piłka nożna? Można mieć co do tego poważne wątpliwości. Spotkanie gdańszczan w Bielsku-Białej trudno określić inaczej niż beznadziejne, tragiczne, katastrofalne czy kompromitujące. Wiele już było w tym sezonie słabych meczów biało-zielonych, by wymienić tylko te ze Śląskiem Wrocław czy Koroną Kielce, ale po meczu z Podbeskidziem większość piłkarzy Lechii powinna ze wstydu zapaść się pod ziemię - tak pisaliśmy pod koniec listopada w analizie spotkania biało-zielonych w Bielsku-Białej. Gdańszczanie zaprezentowali totalny antyfutbol, dali sobie strzelić gola, będąc w liczebnej przewadze, a ich próby wyrównania przypominały raczej chocholi taniec niż cokolwiek wspólnego z ofensywą. Popis piłkarskiej mizerii dał wtedy Stojan Vranjes, Antonio Colak był ogrywany jak dziecko, a i reszta gdańszczan zagrała katastrofalnie. Nie da się ukryć, że w tym meczu lechiści sięgnęli futbolowego dna.

Lechia wygrała 1:0 z Olimpią Grudziądz. Z prawej Rafał Janicki Lechia wygrała 1:0 z Olimpią Grudziądz. Z prawej Rafał Janicki Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Cytat roku: Rafał Janicki

"Jeśli nie wygramy z Koroną, to będzie wielka dupa" - tak ustami Rafała Janickiego zapowiadaliśmy spotkanie biało-zielonych z Koroną Kielce. I słowa środkowego obrońcy Lechii okazały się być prorocze. Gdańszczanie przegrali z zespołem Ryszarda Tarasiewicza 1:2, po tej porażce ze stanowiskiem trenera Lechii pożegnał Tomasz Unton, a Lechia na dobre straciła kontakt z pierwszą ósemką w tabeli, do której brakuje jej już sześć punktów. I do tej pory w Lechii jest "wielka dupa", w dodatku "z majonezem", parafrazując Janusza Wójcika. Jednak nie tylko ten cytat zapadł nam w pamięć, bo i innych smacznych wypowiedzi w tym roku z ust piłkarzy, trenerów czy ekspertów padło wiele. By przypomnieć tylko słynne: "Znam się na pracy trenera, bo jestem Portugalczykiem, a sześciu moich rodaków prowadzi kluby w Lidze Mistrzów" Joaquima Machado, "Pomysłów na Lechię mam mnóstwo, tylko brak wykonawców" Tomasza Untona czy ?Lechia jest jak tramwaj? Bogusława Kaczmarka.

Lechia  - Podbeskidzie 1:0. Maciej Makuszewski Lechia - Podbeskidzie 1:0. Maciej Makuszewski RAFAŁ MALKO

Najdziwniejsza bramka: Maciej Makuszewski

- To najbardziej kuriozalna bramka, jaką zdobyłem w swojej karierze - przyznał Makuszewski po meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała na PGE Arenie. Trudno nie przyznać mu racji, bo sposób, w jaki pomocnik Lechii strzelił gola bielszczanom był niesamowity. Bramkarz Podbeskidzia Richard Zajac po prostu kopnął piłką w głowę Makuszewskiego, ta odbiła się od zawodnika bało-zielonych i spokojnie wturlała się do bramki. Jeszcze do niedawna wydawało się, że ten gol będzie unikatowy w skali europejskiej, póki wyczynu Zajaca nie zechciał skopiować Łukasz Fabiański, strzelając gola... Adamem Lallaną.

Bramkę Makuszewskiego można zobaczyć TUTAJ

Mateusz Bąk Mateusz Bąk DOMINIK SADOWSKI

Największy bramkarski "klops": Mateusz Bąk

W meczu Górnika Zabrze z Lechią 28 września w 30. minucie Mariusz Magiera zdecydował się na strzał z ponad 30 metrów. Uderzenie nie było ani mocne, ani techniczne, ot kopnięcie w kierunku bramki. Mimo to piłka zaskoczyła stojącego w bramce golkipera Lechii, który próbował ratować się rozpaczliwą interwencją, ale mimo to przepuścił futbolówkę do siatki. To zdecydowanie największa bramkarska "wtopa" w 2014 roku w Lechii.

Nieudana interwencja Bąka do zobaczenia TUTAJ

...tragedia. Czerwona kartka Sadajewa jeszcze przed przerwą i gra biało-zielonych się posypała, a do głosu doszli piłkarze Lecha Poznań. Wygrana gości 2:1 podcięła kompletnie skrzydła biało-zielonym, którzy formy nie odzyskali już do końca roku.
Na zdjęciu sędzia Marciniak musi uspokajać Sadajewa. ...tragedia. Czerwona kartka Sadajewa jeszcze przed przerwą i gra biało-zielonych się posypała, a do głosu doszli piłkarze Lecha Poznań. Wygrana gości 2:1 podcięła kompletnie skrzydła biało-zielonym, którzy formy nie odzyskali już do końca roku. Na zdjęciu sędzia Marciniak musi uspokajać Sadajewa. ŁUKASZ GŁOWALA

Najważniejszy moment: Czerwona kartka Zaura Sadajewa

Jest 45. minuta spotkania Lechii Gdańsk z Lechem Poznań na PGE Arenie w sezonie 2014/2015. To mecz czwartej kolejki, przed rozpoczęciem której niepokonani gdańszczanie zajmują pozycję wicelidera tabeli. Na trybunach stadionu jest ponad 25 tysięcy kibiców. Od 36. minuty po rzucie karnym Vranjesa biało-zieloni prowadzą 1:0. Wówczas Sadajew, próbując odebrać piłkę Łukaszowi Trałce ostro atakuje pomocnika Lecha i staje stopą na jego nodze. Arbiter Szymon Marciniak nie ma wątpliwości i pokazuje czeczeńskiemu napastnikowi biało-zielonych czerwoną kartkę. Od tego momentu, wszystko co udało się zbudować w Lechii przed rozpoczęciem sezonu i na jego początku zaczęło się sypać. Mimo rozpaczliwej obrony w drugiej połowie Lechia przegrała z Lechem 1:2, potem w następnej kolejce uległa Wiśle 1:3 i zaczęła obsuwać się w tabeli. By ratować sytuację zaczęto ściągać na potęgę nowych zawodników, trener Machado rotował piłkarzami w składzie bez większego pomyślunku, piłkarze stracili pewność siebie, przyszły kolejne porażki, zmiany trenerów, kłótnie we władzach klubu... Ostatecznie Lechia wylądowała na koniec roku na trzecim miejscu od końca w tabeli i zamiast być postrachem ligi jest jej pośmiewiskiem. A kto wie, jak wyglądałaby jej sytuacja, gdyby wówczas Sadajew nie wyleciał z boiska, a drużynie udało się wygrać z Lechem...

93 minuta meczu Jagiellonia - Piast. Piłka po strzale Bekim Balaj za chwilę trafi w słupek 93 minuta meczu Jagiellonia - Piast. Piłka po strzale Bekim Balaj za chwilę trafi w słupek Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

Najważniejszy moment 2: Słupek Bekima Balaja

Mecze ostatniej kolejki sezonu zasadniczego poprzednich rozgrywek decydowały o tym, który z zespołów zajmie ósme miejsce i wejdzie do grupy mistrzowskiej, a który zostanie w grupie zespołów walczących o utrzymanie w lidze. O przepustkę do pierwszej połowy tabeli grały m.in. Lechia, Jagiellonia Białystok i Cracovia. Biało-zieloni przegrali we Wrocławiu ze Śląskiem 0:1, Cracovia w takim samym stosunku uległa Koronie Kielce, a Jagiellonia zremisowała 1:1 z Piastem Gliwice. Zremisowała, ale właściwie powinna mecz wygrać, gdyby w doliczonym czasie gry Bekim Balaj w 200-procentowej sytuacji trafił do bramki, a nie tylko w słupek... Strata punktów przez białostoczan umożliwiła Lechii pozostanie na ósmym miejscu i dała możliwość gry w grupie mistrzowskiej. A gdyby Balajowi udało się zdobyć gola, wówczas to Jagiellonia zajęłaby pozycję Lechii. Biało-zieloni mogą więc podziękować Albańczykowi, bo gdyby nie jego pomyłka, nie byłoby czwartego miejsca na koniec sezonu i najlepszego wyniku w lidze od przeszło pół wieku.

Największa niespodzianka: Rafał Janicki w reprezentacji

Młody stoper Lechii w poprzednim sezonie terminował u boku Sebastiana Madery i Jarosława Bieniuka, a w obecnym sam musiał wziąć na siebie rolę kierownika bloku obronnego biało-zielonych. I szło mu na tyle dobrze, że znalazł nawet uznanie u Adama Nawałki, który powołał Janickiego na ostatnie dwa mecze reprezentacji Polski w 2014 roku. Ostatecznie Janicki nie zagrał ani w meczu eliminacji Euro 2016 z Gruzją, ani w towarzyskim spotkaniu ze Szwajcarią, ale miał możliwość zobaczenia z bliska, jak wygląda gra w kadrze narodowej. Czy w 2015 roku obrońca Lechii doczeka się kolejnych powołań od selekcjonera? Trzymamy mocno kciuki.

Paweł Dawidowicz i prezydent Benfiki Luis Felipe Vieira Paweł Dawidowicz i prezydent Benfiki Luis Felipe Vieira Fot. lechia.pl

Największe rozczarowanie: Paweł Dawidowicz

W maju 2014 roku odchodził z Lechii do Benfiki Lizbona z etykietą młodego utalentowanego piłkarza i jednego z najbardziej perspektywicznych defensywnych pomocników w całej ekstraklasie. Po czym kompletnie zniknął z piłkarskiego radaru. 19-latek nie powąchał nawet szatni pierwszego zespołu Benfiki. Zagrał jedynie w dziewięciu meczach rezerw Benfiki w II lidze portugalskiej i to głównie wchodząc z ławki rezerwowych. W sumie uzbierał raptem 313 minut gry. Na pewno nie o takiej karierze zagranicznej marzył Dawidowicz decydując się na transfer z Gdańska.