Nie tylko Sławomir Cienciała wystawił Arkę Gdynia do wiatru. Zobacz kto jeszcze...

Sławomir Cienciała miał zostać nowym piłkarzem Arki, ale w ostatniej chwili się rozmyślił i poinformował władze gdyńskiego klubu, że wybrał ofertę z zagranicy. Były piłkarz Podbeskidzia Bielsko-Biała jest w ostatnich latach kolejnym piłkarzem, który jedną nogą był już w Arce, ale ostatecznie trafił do innego klubu.
Kibice Arki Gdynia
Kibice Arki Gdynia Fot. Rafa3 Malko / Agencja Gazeta

To oni wystawili Arkę do wiatru

Kto jeszcze miał grać w Gdyni, ale ostatecznie wycofał się z podpisania umowy?

Sławomir Cienciała Sławomir Cienciała Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Sławomir Cienciała

Były obrońca Podbeskidzia Bielsko-Biała przyjechał do Gdyni na testy. Równocześnie trener Paweł Sikora przyglądał się innemu prawemu obrońcy Dawidowi Kubowiczowi. Po sparingu z Olimpią Elbląg (2:1), w którym Kubowicz strzelił gola, Sikora postawił na... Cienciałę. Kubowicz wrócił do domu, Cienciała usiadł z działaczami do negocjacji kontraktu i w ostatniej chwili wycofał się z podpisania umowy. Sikora ponownie wezwał do klubu Kubowicza i teraz to piłkarz Górnika Wałbrzych jest bliski transferu do Arki.

Wojciech Kowalewski

Na początku stycznia 2011 r. grająca jeszcze w ekstraklasie Arka została bez bramkarza, po tym jak klub rozwiązał kontrakty z Norbertem Witkowskim i Andrzejem Bledzewskim. Nowym bramkarzem żółto-niebieskich miał zostać Wojciech Kowalewski. Były bramkarz Spartaka Moskwa ustalił warunki kontraktu, spotkał się z trenerem Dariuszem Pasieką, wybrał nawet w Sopocie mieszkanie, w którym miał zatrzymać się na czas pobytu w Trójmieście. Dzień przed planowanym przyjazdem do Gdyni Kowalewski przestał odbierać telefony i jak się okazało wyjechał na Cypr, gdzie podpisał kontrakt z Anorthosis Famagusta Larnaka.

Mateusz Bartczak

Miesiąc po fiasku z transferem Kowalewskiego, kolejnym piłkarzem, który był po słowie z Arką, ale ostatecznie podpisał kontrakt z innym klubem był Mateusz Bartczak. Piłkarz najpierw przeszedł testy medyczne w Poznaniu, po czym przyjechał do Gdyni, by ustalić warunki kontraktu. Jak oficjalnie podał gdyński klub obie strony nie doszły do porozumienia w kwestiach finansowych, jednak rzeczywistym powodem były złe wyniki badań medycznych. Bartczak wrócił do Zagłębia Lubin, a po kilku dniach został piłkarzem Cracovii.

Vuk Sotirovic Vuk Sotirovic Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

Vuk Sotirović

Fatalna okno transferowe na początku 2011 r. trwało dalej. Kolejnym piłkarzem, który odmówił gry w Arce, choć był po słowie z działaczami klubu był Vuk Sotirović. Zawodnik, gdy popadł w konflikt z ówczesnym trenerem Śląska Orestem Lenczykiem dostał propozycję z Arki i walczącej wówczas o mistrzostwo Polski Jagiellonii Białystok. - Z Arką jestem już dogadany. Tu nie chodzi o pieniądze, tylko o fakt, że w zasadzie doszliśmy z Gdynią do porozumienia - mówił wówczas Sotirović. Ostatecznie Serb wybrał ofertę z Białegostoku. Dziś gra w cypryjskim Nea Salamina.

Marcin Adamski

Najgłośniejszym niedoszłym transferem Arki w ostatnich latach jest Marcin Adamski. Po tym jak piłkarz otrzymał propozycję z Gdyni, przed czasem rozwiązał umowę z niemieckim Erzgebirge Aue. Gdyński klub miał mu wówczas zaproponować trzyletni kontrakt. Do podpisania umowy jednak nie doszło. Zdaniem zawodnika działacze Arki zmienili wcześniej uzgodnioną ofertę i zamiast trzyletniego zaproponowali mu jednoroczny kontrakt na znacznie gorszych warunkach. Adamski skierował sprawę do piłkarskiego sądu polubownego i we wrześniu 2009 r. sprawę wygrał. Sąd nakazał Arce wypłacić 60 procent wartości rozwiązanego przed czasem kontraktu z Erzgebirge.

Łukasz Surma

W 2007 r. trener grającej wówczas w II lidze Arki Wojciech Stawowy zaprosił do Gdyni Łukasza Surmę. Piłkarzowi kończyła się umowa z Legią, więc piłkarz skorzystał z zaproszenia i przyjechał do Gdyni. Odbył z Arką nawet kilka treningów, ale gdy jego menadżer przedstawił mu ofertę z Izraela, Surma zrezygnował z gry w Arce i wyjechał za granicę.

Siergiej Pareiko

Gdy Arce odmówił Kowalewski, do gdyńskiego klubu napłynęła oferta Siergieja Pareiki, obecnego bramkarza Wisły Kraków. - Zabrakło nam tysiąca euro do pensji, jakie od nas zażądał - mówił nam w wywiadzie rzece były dyrektor Arki Andrzej Czyżniewski. - Tyle nas dzieliło od jego pozyskania i jestem przekonany - od utrzymania w lidze. Z nim między słupkami nie spadlibyśmy z ligi. Próbowałem coś poprzesuwać, dać mu te pieniądze w wyjściówkach, ale nie było z czego uszyć tych pieniędzy. Negocjacje się przeciągały, a to zawsze sygnał dla menadżerów by szukać innego klubu, lepszej oferty. No i znaleźli z drugiej ligi rosyjskiej, choć ostatecznie trafił do Wisły Kraków. Ale tutaj sprawa odbyła się zupełnie inaczej. Siergiej do mnie zadzwonił, i wszystko wytłumaczył.

Maciej Makuszewski Maciej Makuszewski Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

Maciej Makuszewski

Gdy Makuszewski odchodził z Wigier Suwałki pierwszym klubem, który złożył mu transferową propozycję była Arka. Piłkarz ustalił warunki umowy, ale do Gdyni nie dotarł. Ofertę żółto-niebieskich przebiła w ostatniej chwili Jagiellonia Białystok. Przejście do klubu ze stolicy Podlasia było dla "Makiego" nie tylko awansem sportowym i finansowym, ale także szansą na częstsze odwiedziny rodzinnych stron. Białystok i Suwałki dzieli niewiele ponad 100 km.