Co musi zrobić Arka, żeby awansować do ekstraklasy? [WSKAZÓWKI]

Na sześć kolejek przed zakończeniem sezonu I ligi trójmiasto.sport.pl przygotowało sześć wskazówek dla Arki - co musi zrobić, aby awansować do ekstraklasy. Wskazaliśmy - naszym zdaniem - najbardziej frapujące elementy w grze żółto-niebieskich.
Arka - Zagłębie 0:0 w Pucharze Polski. Na zdjęciu od lewej Tomasz Kowalski, Radosław Pruchnik, Kamil Juraszek Arka - Zagłębie 0:0 w Pucharze Polski. Na zdjęciu od lewej Tomasz Kowalski, Radosław Pruchnik, Kamil Juraszek Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

1. Wykorzystanie stałych fragmentów gry

Ten element piłkarski to największa bolączką Arki wiosną. Żółto-niebiescy mają w meczu co najmniej kilka rzutów rożnych, tyle samo rzutów wolnych, ale nijak przekłada się to na zagrożenie pod bramką rywala. Naprawdę trzeba dokonać wnikliwej obserwacji, by doszukać się meczu, w którym gdynianie strzelili gola po stałym fragmencie gry. Taki przypadek miał miejsce w pierwszej wiosennej kolejce - w Jaworznie z GKS Tychy. Wtedy dośrodkowanie Radosław Pruchnika na bramkę zamienił Michał Rzuchowski. Od tej pory gdynianie notorycznie nie wykorzystują potencjału rogów i wolnych. Wypada chyba też zmienić wykonawcę. Najlepsze rozwiązanie to wybór Mateusza Szwocha, najlepiej wyszkolonego piłkarza Arki.

Arka Gdynia - Górnik Łęczna 2:1. W akcji Marcin Radzewicz Arka Gdynia - Górnik Łęczna 2:1. W akcji Marcin Radzewicz Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

2. Więcej gry skrzydłami - a szczególnie lewą stroną

Może to nie aż taki wielki problem drużyny Pawła Sikory, za to w ostatnich meczach, a zwłaszcza na wyjazdach, gdzie rywale grają schowani za podwójną gardą, Arka mogłaby uruchomić skrzydła. Akcje oskrzydlające to kanon nowoczesnej gry, zwłaszcza, gdy nieco "kuleje" gra środka pola (a tak jest w przypadku Arki). W drużynie żółto-niebieskich jest wielu piłkarzy z potencjałem do gry ofensywnej. Na skrzydłach operują i Piotr Tomasik, i Marcin Radzewicz, i Paweł Wojowski i Adrian Budka. Dośrodkowania z bocznych rejonów boiska często kończą się bramkami. Pokazał to mecz z Energetykiem ROW. Wtedy po centrze Budki gola zdobył Rzuchowski. Tak samo padła bramka z Górnikiem, czy wcześniej z Flotą. Wszystkie te akcje łączy pierwiastek wspólny - prawa strona. Gdzie w takim razie lewe skrzydło?

Arka - Okocimski 1:2 Arka - Okocimski 1:2 Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

3. Ekstraklasę wygrywa się meczami z dołem tabeli

O tym jak ważne są punkty w spotkaniach z zespołami dołu tabeli przekonuje i trener Sikora i sami piłkarze. Sęk jednak w tym, że na słowach się kończy. Gdynianie mnóstwo punktów stracili z kandydatami do spadku. Oddali najwięcej punktów Energetykowi ROW, Okocimskiemu Brzesko oraz Stomilowi Olsztyn. Na kolejne "wpadki" nie ma już czasu. Arkowcy muszą się skupić podwójne, wszak przed nimi wyjazdowe, trudne mecze z Kolejarzem Stróże, Chojniczanką Chojnice, a na koniec z goniącą czołówkę Termaliką Nieciecza.

Michał Szromnik, bramkarz Arki Gdynia Michał Szromnik, bramkarz Arki Gdynia Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

4. Pewniejsze chwyty Michała Szromnika

Czasami interwencje młodego bramkarza Arki przyprawiają kibiców o palpitacje serca. Szromnik jest niepewny przede wszystkim przy stałych fragmentach gry. Za często też odbija piłkę przed siebie zamiast pewnie ją chwycić. Właśnie chwyt to ten element w jego rzemiośle, który kłuje najbardziej w oczy. Choć większych "baboli" w tej rundzie golkiper młodzieżowej reprezentacji Polski nie popełnił, to zdarzają mu się momenty dekoncentracji, kiedy w niegroźnej sytuacji sprokuruje zagrożenie. Szromnik emanuje pewnością siebie, ale czasami zbytnia pewność może zgubić piłkarza, a już przede wszystkim na tak newralgicznej pozycji jak bramkarz. Koncentracja to podstawa!

PGE GKS Bełchatów PGE GKS Bełchatów Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

5. Oczy dookoła głowy

Wątek Szromnik zakończyliśmy na koncentracji i ona też jest punktem wyjścia do kolejnego rozważania. Gapiostwo w obronie i brak odpowiedniej reakcji po strzelonej bramce kosztowały Arkę utratę pewnego zwycięstwa w Rybniku. Podopieczni Pawła Sikory dwa razy prowadzili, ale korzystnego wyniku nie potrafili długo utrzymać. Najpierw dostali bramkę "do szatni", a potem trzy minuty po bramce na 2:1 po raz kolejny sprokurowali niebezpieczeństwo we własnym polu karnym, co kosztowało ich utratę gola. Grając na ciężkim terenie, w dodatku prowadząc tam, należy dobić rywala jeszcze w pierwszej połowie. Gdy tylko przeciwnik wyczuje moment słabości, od razu to wykorzysta. Niepotrzebne nerwy były także udziałem Arki w meczu z Górnikiem. Arka kontrolowała grę, prowadziła 2:0 i w końcówce niespodziewanie bramkę honorową zdobył zespół z Łęcznej. Ale fortuna tego dnia była po stronie gdynian.

Arka Gdynia - GKS Bełchatów 1:1 Arka Gdynia - GKS Bełchatów 1:1 Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

6. Szczęście

Szczęście = dobry wynik. W wielu przypadkach równanie to oddaje całą istotę sportowej rywalizacji. Z drugiej strony mówi się też, że szczęściu trzeba dopomóc. Arce piłkarski fart raz sprzyjał, innym razem odwracał się plecami i szedł w swoją stronę. W specyficznej I lidze mecze wygrywa się nie tylko umiejętnościami, ale też szczęściem. Arka jest co prawda kowalem własnego losu, lecz należy pamiętać, że nie wszystko zależy od arkowców. Żółto-niebiescy muszą liczyć na korzystne dla nich wyniki Górnika, do którego tracą punkt. Przy założeniu, że gdynianie nie wygrają wszystkie, Górnik musi zdobyć w tych sześciu meczach do końca "oczko" mniej (Arka ma lepszy bezpośredni bilans spotkań z Górnikiem. Niby to tylko punkcik...