Londyn 2012. Era dominatorów - Adam Korol i spółka osiem lat na szczycie

Kiedy w 2005 r. Adam Korol, Marek Kolbowicz, Michał Jeliński i Konrad Wasielewski wsiedli wspólnie do łódki, nikt nie przewidywał, że właśnie zaczęli zapisywać jedną z najwspanialszych kart w historii polskiego sportu. Wioślarska czwórka podwójna, zwana dominatorami, w Londynie zapisze ostatni rozdział wspaniałej księgi.
ZOBACZ, JAK STALI SIĘ JEDNĄ Z NAJWIĘKSZYCH OSAD W HISTORII WIOŚLARSTWA.
. . .

Era dominatorów. Na koniec igrzyska w Londynie

Polacy do rywalizacji przystąpią w sobotę i już na początek czeka ich niesamowity sprawdzian. W wyścigu eliminacyjnym (jego początek ok. godz. 12.40) rywalami Korola, Jelińskiego,  Kolbowicza i Wasielewski będą m.in. Australijczycy, mistrzowie świata z 2010 r., oraz Chorwaci, mistrzowie świata z 2011 r.!

2005 rok - mistrzostwo świata w Gifu

Historia zaczęła się po igrzyskach olimpijskich w Atenach w 2004 roku, w których Korol i Kolbowicz przegrali medal olimpijski o zaledwie 0,07 s (oprócz nich w osadzie płynęli Sławomir Kruszkowski oraz Adam Bronikowski). Po tak pechowej i traumatycznej porażce zastanawiali się nawet czy nie rzucić wioślarstwa w diabły i zająć się w życiu czymś innym. Na szczęście postanowili spróbować jeszcze raz. Do dwójki już wówczas weteranów (Korolowi stuknęła trzydziestka, Kolbowicz miał 33 lata) dołączyły dwa wioślarskie "szczawiki": 21-letni Konrad Wasielewski i 25-letni Michał Jeliński.

Co ciekawe ich pierwszy oficjalny start miał miejsce na tym samym obiekcie, na którym rozegrane zostaną regaty olimpijskie igrzysk w Londynie - na torze w Eton. W zawodach Pucharu Świata od razu wskoczyli na podium (zajęli wówczas 3. miejsce).

Swój zwycięski marsz w mistrzostwach świata polska czwórka rozpoczęła w japońskim Gifu. Polacy zupełnie niespodziewanie zostawili w pokonanym polu silnych wówczas Słoweńców - z legendą światowych wioseł Iztokiem Copem na czele - oraz Estończyków z innym chodzącym pomnikiem Juri Jaansonem. Pokonanie tak wspaniałych osad jedni uznali za przypadek, a inni za początek wielkiej ery. Rację mieli ci drudzy.

2006 rok - mistrzostwo świata w Eton

Do Eton jechali już jako faworyci do złota - nie tylko jako obrońcy tytułu, ale również jako nieoficjalni rekordziści świata (we wioślarstwie ze względu na zmienne warunki w zależności od miejsca rozgrywania regat, oficjalnych rekordów się nie notuje). I oczywiście nie zawiedli. Tym razem na podium towarzyszyli im Ukraińcy i ponownie Estończycy. Ci ostatni płynęli już bez Jaansona, który zdając sobie sprawę, że dominacja Polaków może potrwać latami, uciekł do dwójki podwójnej.

Na koniec roku "dominatorów" spotkało jeszcze jedno wyróżnienie: FISA (Międzynarodowa Federacja Wioślarstwa) przyznała im tytuł dla najlepszej osady roku (brane są pod uwagę wszystkie konkurencje). Byli na samym szczycie.

2007 rok - mistrzostwo świata w Monachium

To był czas kiedy rywale zwyczajnie się Polaków bali. Kto żyw szedł w ślady Estończyka Jaansona i uciekał do innych wioślarskich konkurencji, mało kto chciał pływać w czwórkach podwójnych. Powód był oczywisty: złoto zarezerwowane było dla "dominatorów",  reszta biła się o srebro i brąz. W Monachium zaszczyt stanięcia na podium obok pływających w innej lidze Polaków przypadł Francuzom oraz Niemcom. Przed igrzyskami w Pekinie nasza osada psychicznie zmiażdżyła całą konkurencję, to była brutalna demonstracja siły.

Wioślarska czwórka podwójna w Pekinie. Adam Korol pierwszy z lewej Wioślarska czwórka podwójna w Pekinie. Adam Korol pierwszy z lewej Fot. Kuba Atys / AG

2008 rok - mistrzostwo olimpijskie w Pekinie

Mimo ogromnej przewagi nad konkurencją Polacy mocno przeżywali występ w Pekinie. - Ciążyła na nas ogromna presja, bo kto jak kto, ale my po prostu musieliśmy wygrać. To naprawdę straszne uczucie, kiedy startuje się ze świadomością, że srebrny medal odebrany będzie jako klęska i koniec świata. Na szczęście wytrzymaliśmy - wspominał po latach Korol.

W Pekinie Polacy wręcz sponiewierali rywali. Drugich na mecie Włochów wyprzedzili o niemal 2,5 s, trzecich Francuzów o ponad 3 s. We wioślarstwie to prawdziwa przepaść!

2009 rok - mistrzostwo świata w Poznaniu

Po zdobyciu złota olimpijskiego "dominatorzy" mieli jeszcze jedno wielkie marzenie - wywalczyć tytuł mistrza świata przed polskimi kibicami. Podczas finałowego wyścigu czwórek podwójnych na poznańskim torze Malta panowała atmosfera niczym na stadionie piłkarskim lub w siatkarskiej hali. Niesamowity doping poniósł naszą osadę do kolejnego triumfu, za nimi na metę wpłynęli Australijczycy oraz Niemcy (warto zwrócić uwagę jak przez te wszystkie lata zmieniali się medaliści, tylko złoto niezmiennie pozostawało w tych samych rękach).

W tym momencie Korol, Kolbowicz, Jeliński i Wasielewski byli sportowcami spełnionymi. Jednak postanowili podjąć jeszcze jedno wyzwanie i zdecydowali się popłynąć aż do Londynu.

2010 rok - mistrzostwo Europy w Montemor-o-Velho

W 2010 roku mistrzostwa świata odbywały się późną jesienią w dalekiej Nowej Zelandii co zupełnie kolidowało z tokiem olimpijskich przygotowań Polaków. Żeby nie wypaść z rytmu startowego postanowili oni wziąć udział w mistrzostwach Europy, które z reguły były imprezą dla wioślarskiego drugiego rzutu. Jednak tym razem w  portugalskim Montemor-o-Velho stawka była dużo silniejsza, bo z wyjazdu do Nowej Zelandii zrezygnowało wielu czołowych zawodników. Dla naszej osady nie miało to większego znaczenia i do swojego skarbca dorzucili złoto mistrzostw Europy.

Adam Korol Adam Korol Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

2011 rok - kontuzja Korola

To był dla "dominatorów" kryzysowy rok. Koszmar przeżył wioślarz AZS AWFiS Gdańsk Korol, który doznał kontuzji kręgosłupa i rozważał nawet zakończenie kariery. - Z kręgosłupem nie ma żartów. Wiedziałem, że kontuzję muszę zaleczyć do końca, nie było mowy o półśrodkach, blokadach, leczeniu zachowawczym. Lekarz musiał mi powiedzieć ?Adam z kręgosłupem jest wszystko ok, jesteś przygotowany na trening z pełnymi obciążeniami bez ryzyka odnowienia kontuzji?. Jeśli nie usłyszałbym tych słów dałbym sobie spokój. Za chwilę kończę karierę sportowca, nie chcę być na resztę życia kaleką. Musiałem być też uczciwy wobec kolegów, kręgosłup musiał przecież wytrzymać kilka miesięcy ciężkiej pracy. Na szczęście w momencie rozpoczęcia bezpośrednich przygotowań do igrzysk byłem już w pełni wyleczony, gotowy na 100 procent do morderczej harówki - wspominał Korol.

Osłabiona brakiem swojego szlakowego osada (zastąpił go Piotr Licznerski) na mistrzostwach świata w Bledzie zajęła dopiero 4. miejsce. Najważniejsze jednak, że pod koniec roku odzyskała Korola.

Wioślarska czwórka podwójna Wioślarska czwórka podwójna Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

2012 rok - igrzyska olimpijskie w Londynie

Po raz pierwszy nie będą faworytami na wielkiej imprezie, rywale są bowiem niesamowicie silni. Szczególnie groźni są Chorwaci, o których mówi się, że to ulepszona wersja "dominatorów" - są równie dobrzy technicznie, a do tego mocniejsi fizycznie. Niebezpieczni będą także Niemcy, Australijczycy oraz Estończycy.

Korol: - Jedziemy walczyć o złoto, zobaczymy na co pozwolą nam rywale. My jesteśmy przygotowani optymalnie i mogę zapewnić, że starzy mistrzowie jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa! [Korol, Kolbowicz, Wasielewski i Jeliński mają w sumie niemal 140 lat].

Terminarz startów polskiej czwórki: 28 lipca - godz. 12.30 (I runda), 30 lipca - godz. 11 (ewentualne repesaże), 1 sierpnia - godz. 11.40 (półfinały), 3 sierpnia - godz. 11.10 (finał)

Więcej o: